Bezwiedni aktorzy - strona 11
potajemnie. Ja oczywiście dalejże podsłuchiwać. Kobiecina zalewa się łzami, zwierza się temu dudkowi marszałeczkowi (książę d'Ysembourg, ten Kondeusz Cesarstwa, marszałeczek!), że jej mąż, który służył w Hiszpanii, zostawił ją bez grosza. Jeżeli nie dostanie zaraz tysiąca albo dwóch, dzieci zostaną bez chleba, ona nie będzie miała jutro co jeść. Mój marszałeczek, dość szczodry w owym czasie, dobywa z sekretarzyka dwa tysiące franków. Przyglądam się tej hrabinie na schodach tak, aby mnie nie widziała; śmiała się z zadowoleniem tak mało macierzyńskim, że sunę za nią aż na ganek i słyszę, jak mówi cicho strzelcowi: „Do Leroy“. Pędzę tam. Moja matka rodziny wchodzi do tego słynnego kupca przy ulicy Richelieu, znacie ... Zamawia i płaci suknię za tysiąc pięćset franków. Wówczas płaciło się za suknię przy zamówieniu. Na trzeci dzień mogła się pokazać na balu u ambasadora wysztafirowana jak kobieta, która chce się podobać równocześnie wszystkim i komuś jednemu. Od tego dnia powiedziałam sobie: „Mam zajęcie! Kiedy już nie będę młoda, będę pożyczała na szmatki wielkim paniom, bo namiętność nie rachuje i płaci ślepo". Jeżeli panowie szukacie tematów do komedii, mogę wam ich dostarczyć .. .
Po tej tyradzie, na której odcisnęły się ślady wszystkich faz jej poprzedniego życia, wyszła zostawiając Gazonala równie przerażonego tym zwierzeniem, jak pięcioma żółtymi zębami, które pokazała usiłując się uśmiechnąć.
— I co teraz zrobimy? — spytał Gazonal.
— Weksle!... — rzekł Bixiou, który gwizdnął na odźwiernego. — Potrzebuję pieniędzy i pokażę panu, na co się zdadzą odźwierni. Pan sądzi, że oni są do otwierania bramy; tymczasem oni są po to, aby ratować z kłopotu ludzi bez zajęcia jak na przykład ja, artystów, których biorą pod swoje opiekuńcze skrzydła.Toteż, prędzej czy później, mojego anioła czeka nagroda Montyona.
Gazonal otworzył oczy, niczym, jak to mówią, wół na malowane wrota.
Człowiek w średnim wieku, wpół sługus, wpół woźny, straszliwie zatłuszczony, z tłustymi włosami, tłustym brzuszkiem, z cerą bladą i wilgotną, jak u przełożonej klasztoru, w pantoflach, w błękitnym surducie i szarych pantalonach zjawił się szybko.
— Czym panu mogę służyć? ... — rzekł tonem protekcyjnym i uniżonym zarazem.
— Ravenouillet... Zowie się Ravenouillet — rzekł Bixiou zwracając się do Gazonala. — Czy masz naszą książkę płatności?
Ravenouillet wydobył z kieszeni książkę najbardziej lepiącą się, jaką Gazonal kiedykolwiek widział.
— Zapisz od dziś za trzy miesiące te dwa weksle, każdy po pięćset franków, które mi podpiszesz.
I Bixiou podał mu dwa akcepty handlowe, już wypełnione, wystawione na jego zlecenie przez Ravenouilleta. Ravenouillet podpisał je natychmiast i zapisał w tłustej książeczce, w której żona jego notowała długi lokatorów.
— Dziękuję, Ravenouillet — rzekł Bixiou. — Masz tu lożę do Vaudeville.
— Moja córka zabawi się dziś wieczór — rzekł Ravenouillet odchodząc.
— Jest nas tu siedemdziesięciu jeden lokatorów — rzekł Bixiou. — Przeciętna tego, co się jest dłużnym Ravenouilletowi, wynosi sześć tysięcy franków miesięcznie, osiemnaście tysięcy franków kwartalnie, za same zaliczki i opłaty listów, nie licząc komornego. To Opatrzność... za trzydzieści od sta, które mu dajemy bez żadnych upominań się z jego strony ...
— O, Paryż, Paryż! ... — wykrzyknął Gazonal.
— Idziemy — rzekł Bixiou, który tymczasem podpisał weksle. — Pokażę ci, kuzynie Gazonal, jeszcze jednego aktora, który nam zagra gratis cudowną scenę.
— Dokąd? — spytał Gazonal.
— Do lichwiarza. Po drodze opowiem ci początki naszego przyjaciela Ravenouillet w Paryżu.
Przechodząc koło izdebki odźwiernego Gazonal ujrzał pannę Lucję Ravenouillet, która trzymała w rękach nuty; była uczennicą konserwatorium. Ojciec czytał gazetę, a matka miała w rękach listy, które niosła lokatorom.
— Dziękuję panu, panie Bixiou — rzekła mała.
— To nie szczur — rzekł Leon do kuzyna — to poczwarka konika polnego.
— Zamieniają się role — rzekł Gazonal — wy otwieracie tej córeczce odźwiernego drzwi do teatru.
— Czyżby się miał wyrobić w naszym towarzystwie? — wykrzyknął Leon zachwycony.
— Oto historia Ravenouilleta — rzekł Bixiou, skoro trzej przyjaciele znaleźli się na bulwarach. — W roku 1831 Massol, pański radca stanu, był wraz adwokatem i dziennikarzem. Wówczas chciał zostać tylko ministrem sprawiedliwości, raczył zostawić Ludwika Filipa na tronie. Ale trzeba mu przebaczyć jego ambicję, jest rodem z Carcassonne. Pewnego ranka widzi wchodzącego młodego krajana, który powiada: „Pan mnie zna dobrze, panie Massol, jestem synem pańskiego sąsiada sklepikarza. Przybyłem tutaj, bo tak gadali u nas, że tutaj każdy znajdzie coś dla siebie ...“ Kiedy Massol usłyszał te słowa,przeszedł go dreszcz. Powiedział sobie w duchu, że gdyby miał
Po tej tyradzie, na której odcisnęły się ślady wszystkich faz jej poprzedniego życia, wyszła zostawiając Gazonala równie przerażonego tym zwierzeniem, jak pięcioma żółtymi zębami, które pokazała usiłując się uśmiechnąć.
— I co teraz zrobimy? — spytał Gazonal.
— Weksle!... — rzekł Bixiou, który gwizdnął na odźwiernego. — Potrzebuję pieniędzy i pokażę panu, na co się zdadzą odźwierni. Pan sądzi, że oni są do otwierania bramy; tymczasem oni są po to, aby ratować z kłopotu ludzi bez zajęcia jak na przykład ja, artystów, których biorą pod swoje opiekuńcze skrzydła.Toteż, prędzej czy później, mojego anioła czeka nagroda Montyona.
Gazonal otworzył oczy, niczym, jak to mówią, wół na malowane wrota.
Człowiek w średnim wieku, wpół sługus, wpół woźny, straszliwie zatłuszczony, z tłustymi włosami, tłustym brzuszkiem, z cerą bladą i wilgotną, jak u przełożonej klasztoru, w pantoflach, w błękitnym surducie i szarych pantalonach zjawił się szybko.
— Czym panu mogę służyć? ... — rzekł tonem protekcyjnym i uniżonym zarazem.
— Ravenouillet... Zowie się Ravenouillet — rzekł Bixiou zwracając się do Gazonala. — Czy masz naszą książkę płatności?
Ravenouillet wydobył z kieszeni książkę najbardziej lepiącą się, jaką Gazonal kiedykolwiek widział.
— Zapisz od dziś za trzy miesiące te dwa weksle, każdy po pięćset franków, które mi podpiszesz.
I Bixiou podał mu dwa akcepty handlowe, już wypełnione, wystawione na jego zlecenie przez Ravenouilleta. Ravenouillet podpisał je natychmiast i zapisał w tłustej książeczce, w której żona jego notowała długi lokatorów.
— Dziękuję, Ravenouillet — rzekł Bixiou. — Masz tu lożę do Vaudeville.
— Moja córka zabawi się dziś wieczór — rzekł Ravenouillet odchodząc.
— Jest nas tu siedemdziesięciu jeden lokatorów — rzekł Bixiou. — Przeciętna tego, co się jest dłużnym Ravenouilletowi, wynosi sześć tysięcy franków miesięcznie, osiemnaście tysięcy franków kwartalnie, za same zaliczki i opłaty listów, nie licząc komornego. To Opatrzność... za trzydzieści od sta, które mu dajemy bez żadnych upominań się z jego strony ...
— O, Paryż, Paryż! ... — wykrzyknął Gazonal.
— Idziemy — rzekł Bixiou, który tymczasem podpisał weksle. — Pokażę ci, kuzynie Gazonal, jeszcze jednego aktora, który nam zagra gratis cudowną scenę.
— Dokąd? — spytał Gazonal.
— Do lichwiarza. Po drodze opowiem ci początki naszego przyjaciela Ravenouillet w Paryżu.
Przechodząc koło izdebki odźwiernego Gazonal ujrzał pannę Lucję Ravenouillet, która trzymała w rękach nuty; była uczennicą konserwatorium. Ojciec czytał gazetę, a matka miała w rękach listy, które niosła lokatorom.
— Dziękuję panu, panie Bixiou — rzekła mała.
— To nie szczur — rzekł Leon do kuzyna — to poczwarka konika polnego.
— Zamieniają się role — rzekł Gazonal — wy otwieracie tej córeczce odźwiernego drzwi do teatru.
— Czyżby się miał wyrobić w naszym towarzystwie? — wykrzyknął Leon zachwycony.
— Oto historia Ravenouilleta — rzekł Bixiou, skoro trzej przyjaciele znaleźli się na bulwarach. — W roku 1831 Massol, pański radca stanu, był wraz adwokatem i dziennikarzem. Wówczas chciał zostać tylko ministrem sprawiedliwości, raczył zostawić Ludwika Filipa na tronie. Ale trzeba mu przebaczyć jego ambicję, jest rodem z Carcassonne. Pewnego ranka widzi wchodzącego młodego krajana, który powiada: „Pan mnie zna dobrze, panie Massol, jestem synem pańskiego sąsiada sklepikarza. Przybyłem tutaj, bo tak gadali u nas, że tutaj każdy znajdzie coś dla siebie ...“ Kiedy Massol usłyszał te słowa,przeszedł go dreszcz. Powiedział sobie w duchu, że gdyby miał


