Bezwiedni aktorzy - strona 12
nieszczęście dopomóc temu krajanowi, którego zresztą zupełnie nie znał, cały departament zwali mu się na kark; że straci na tym kilka dzwonków, kilkanaście sznurków od dzwonka, dywan, że jego jedyny służący porzuci go, że będzie miał nieprzyjemności z gospodarzem w kwestii schodów i że lokatorzy będą się skarżyli na zapach czosnku w całym domu.
Spojrzał na petenta tak, jak rzeźnik spogląda, na barana, którego ma zarżnąć; ale krajan wytrzymał to spojrzenie, ten cios sztyletu, i (opowiadał nam Massol) ciągnął w ten sposób: „Ja mam swój ambit i chcę wrócić do domu bogaty, o ile wrócę, bo Paryż, powiadają, to jest przedsionek do raju. Powiadają, że pan pisze tu w dziennikach i kręci wszystkim, jak pan sam chce; wystarczy pana poprosić, aby uzyskać od rządu, co tylko dusza zapragnie. Ale o ile ja mam zdolności jak wszyscy nasi, znam swoje braki: nie mam wykształcenia. Mam głowę, ale nie umiem pisać; a to nieszczęście, bo mam pomysły. Nie myślę tedy wchodzić panu w drogę, wiem, co jestem wart, nie dałbym rady. Ale, skoro pan może wszystko i skoro jesteśmy prawie jak bracia, niby żeśmy przez całe dzieciństwo grali w kiczki razem, liczę na to, że mnie pan popchnie, dopomoże mi... Och, koniecznie! chcę dostać miejsce; miejsce, które by odpowiadało moim talentom, mojej osobie i gdzie mógłbym zrobić majątek“.
Massol miał już brutalnie wyrzucić krajana za drzwi jakimś ciężkim słowem, kiedy ten zakończył tak:
— Nie proszę pana o posadę rządową, gdzie człowiek wlecze się jak żółw. Toć pański krewniak tkwi dwadzieścia lat na posadzie kontrolera ... Nie, ja chciałbym jedynie zadebiutować ...
— W teatrze? ... — spytał Massol, szczęśliwy
www.panagastro.com.pl
Sandacz - Argentyna - Posadzki - Posadzki - Dom torun
z tego rozwiązania.
— Nie: mam wprawdzie gest, fizjonomię, pamięć, ale za wielki tam ścisk, chciałbym zadebiutować w zawodzie ... odźwiernego.
I Massol wyrobił mu, jak powiada Ravenouillet, jego pierwszą bramę.
— Ja pierwszy — rzekł Leon — interesowałem się gatunkiem odźwiernego. Istnieją szalbierze moralności, pajace próżności, nowoczesne świętoszki, rezuny ustrojone w powagę, wynalazcy palących kwestii, którzy krzyczą o wolność dla Murzynów, o poprawę bytu młodocianych złodziejaszków, o opiekę nad eks-galernikami, a którzy trzymają swoich odźwiernych w stanie gorszym niż Irlandczycy, w więzieniach gorszych niż cele i dają im na życie rocznie mniej, niż państwo daje na galernika ... Ja zrobiłem tylko jeden dobry uczynek w życiu: to izba mego odźwiernego.
— Gdyby — odparł Bixiou — człowiek zbudowawszy wielkie klatki, podzielone na tysiąc celek, jak komórki w ulu albo klatki w menażerii, i przeznaczone na pomieszczenie dla ludzi wszelkiego rodzaju i zatrudnienia, gdyby ten zwierzak o twarzy kamienicznika przyszedł poradzić się uczonego i rzekł: „Chcę mieć osobnika z gatunku dwurękich, który by mógł żyć w piwnicy o dziesięciu kwadratowych stopach powierzchni, pełnej starego obuwia, zapowietrzonej przez łachmany. Chcę, aby tam żył całe życie, aby tam sypiał, aby tam był szczęśliwy, miał dzieci ładne jak aniołki, aby pracował, aby gotował, aby się tam przechadzał, hodował kwiaty, śpiewał; aby stamtąd nie wychodził, aby żył w mroku i aby nie miał pojęcia, co się dzieje na dworze"; z pewnością uczony nie umiałby wynaleźć odźwiernego. Aby go stworzyć, trzeba było Paryża albo diabła ...
— Przemysł paryski zaszedł dalej w niemożliwości — rzekł Gazonal — są robotnicy... Nie znacie wszystkich produktów przemysłu, wy, którzy je wysławiacie. Nasz przemysł walczy z przemysłem Europy, tak jak za Cesarstwa walczył z Europą Napoleon, rzucając pułki całe na śmierć...
— Jesteśmy u mego przyjaciela Vauvineta, lichwiarza — rzekł Bixiou. — Jednym z największych błędów ludzi malujących nasze obyczaje jest to, że powtarzają stare portrety. Dzisiaj stany, rzemiosła, wszystko się przeobraziło. Sklepikarze zostają parami Francji, artyści kapitalizują, autorzy wodewilów mają rentę. Może jakieś nieliczne figury zostały tym, czym były dawniej, ale na ogół zawody nie mają już swego specjalnego kostiumu ani też dawnych obyczajów. Jeżeli mieliśmy takiego Gobsecka, Gigonneta, Chaboisseau, Samanona, ostatnich Rzymian, dziś posiadamy Vauvineta, lichwiarza najmilszego w świecie, eleganta, który bywa za kulisami u loretek i który jeździ sobie na spacer jednokonnym powozikiem... Przyglądaj się dobrze temu jegomości, dobry panie Gazonal. Ujrzysz komedię pieniądza; ujrzysz człowieka zimnego, który nie chce nic dać, człowieka gorącego, który wietrzy zysk; przysłuchaj mu się zwłaszcza!
I wszyscy trzej weszli na drugie piętro bardzo pokaźnego domu przy bulwarze des Italiens, gdzie znaleźli się w atmosferze nowoczesnego wykwintu. Młody człowiek, może dwudziestoośmioletni, wyszedł na ich spotkanie prawie z uśmiechem, bo ujrzał najpierw Leona de Lora. Vauvinet wymienił na pozór uścisk dłoni bardzo przyjacielski z Bixiou, skłonił się zimno Gazonalowi i wprowadził ich do gabinetu, gdzie znać było mieszczańskie gusty pod pozorami artystycznymi, mimo modnych posążków i tysiąca drobiazgów dostosowanych do
Spojrzał na petenta tak, jak rzeźnik spogląda, na barana, którego ma zarżnąć; ale krajan wytrzymał to spojrzenie, ten cios sztyletu, i (opowiadał nam Massol) ciągnął w ten sposób: „Ja mam swój ambit i chcę wrócić do domu bogaty, o ile wrócę, bo Paryż, powiadają, to jest przedsionek do raju. Powiadają, że pan pisze tu w dziennikach i kręci wszystkim, jak pan sam chce; wystarczy pana poprosić, aby uzyskać od rządu, co tylko dusza zapragnie. Ale o ile ja mam zdolności jak wszyscy nasi, znam swoje braki: nie mam wykształcenia. Mam głowę, ale nie umiem pisać; a to nieszczęście, bo mam pomysły. Nie myślę tedy wchodzić panu w drogę, wiem, co jestem wart, nie dałbym rady. Ale, skoro pan może wszystko i skoro jesteśmy prawie jak bracia, niby żeśmy przez całe dzieciństwo grali w kiczki razem, liczę na to, że mnie pan popchnie, dopomoże mi... Och, koniecznie! chcę dostać miejsce; miejsce, które by odpowiadało moim talentom, mojej osobie i gdzie mógłbym zrobić majątek“.
Massol miał już brutalnie wyrzucić krajana za drzwi jakimś ciężkim słowem, kiedy ten zakończył tak:
— Nie proszę pana o posadę rządową, gdzie człowiek wlecze się jak żółw. Toć pański krewniak tkwi dwadzieścia lat na posadzie kontrolera ... Nie, ja chciałbym jedynie zadebiutować ...
— W teatrze? ... — spytał Massol, szczęśliwy
Darmowa reklama:
Piece konwekcyjno parowe
Znajdziesz u nas piece konwekcyjno parowe - cechuje je niska cena przy jednoczesnym zaangażowaniu jakości.www.panagastro.com.pl
Sandacz - Argentyna - Posadzki - Posadzki - Dom torun
— Nie: mam wprawdzie gest, fizjonomię, pamięć, ale za wielki tam ścisk, chciałbym zadebiutować w zawodzie ... odźwiernego.
I Massol wyrobił mu, jak powiada Ravenouillet, jego pierwszą bramę.
— Ja pierwszy — rzekł Leon — interesowałem się gatunkiem odźwiernego. Istnieją szalbierze moralności, pajace próżności, nowoczesne świętoszki, rezuny ustrojone w powagę, wynalazcy palących kwestii, którzy krzyczą o wolność dla Murzynów, o poprawę bytu młodocianych złodziejaszków, o opiekę nad eks-galernikami, a którzy trzymają swoich odźwiernych w stanie gorszym niż Irlandczycy, w więzieniach gorszych niż cele i dają im na życie rocznie mniej, niż państwo daje na galernika ... Ja zrobiłem tylko jeden dobry uczynek w życiu: to izba mego odźwiernego.
— Gdyby — odparł Bixiou — człowiek zbudowawszy wielkie klatki, podzielone na tysiąc celek, jak komórki w ulu albo klatki w menażerii, i przeznaczone na pomieszczenie dla ludzi wszelkiego rodzaju i zatrudnienia, gdyby ten zwierzak o twarzy kamienicznika przyszedł poradzić się uczonego i rzekł: „Chcę mieć osobnika z gatunku dwurękich, który by mógł żyć w piwnicy o dziesięciu kwadratowych stopach powierzchni, pełnej starego obuwia, zapowietrzonej przez łachmany. Chcę, aby tam żył całe życie, aby tam sypiał, aby tam był szczęśliwy, miał dzieci ładne jak aniołki, aby pracował, aby gotował, aby się tam przechadzał, hodował kwiaty, śpiewał; aby stamtąd nie wychodził, aby żył w mroku i aby nie miał pojęcia, co się dzieje na dworze"; z pewnością uczony nie umiałby wynaleźć odźwiernego. Aby go stworzyć, trzeba było Paryża albo diabła ...
— Przemysł paryski zaszedł dalej w niemożliwości — rzekł Gazonal — są robotnicy... Nie znacie wszystkich produktów przemysłu, wy, którzy je wysławiacie. Nasz przemysł walczy z przemysłem Europy, tak jak za Cesarstwa walczył z Europą Napoleon, rzucając pułki całe na śmierć...
— Jesteśmy u mego przyjaciela Vauvineta, lichwiarza — rzekł Bixiou. — Jednym z największych błędów ludzi malujących nasze obyczaje jest to, że powtarzają stare portrety. Dzisiaj stany, rzemiosła, wszystko się przeobraziło. Sklepikarze zostają parami Francji, artyści kapitalizują, autorzy wodewilów mają rentę. Może jakieś nieliczne figury zostały tym, czym były dawniej, ale na ogół zawody nie mają już swego specjalnego kostiumu ani też dawnych obyczajów. Jeżeli mieliśmy takiego Gobsecka, Gigonneta, Chaboisseau, Samanona, ostatnich Rzymian, dziś posiadamy Vauvineta, lichwiarza najmilszego w świecie, eleganta, który bywa za kulisami u loretek i który jeździ sobie na spacer jednokonnym powozikiem... Przyglądaj się dobrze temu jegomości, dobry panie Gazonal. Ujrzysz komedię pieniądza; ujrzysz człowieka zimnego, który nie chce nic dać, człowieka gorącego, który wietrzy zysk; przysłuchaj mu się zwłaszcza!
I wszyscy trzej weszli na drugie piętro bardzo pokaźnego domu przy bulwarze des Italiens, gdzie znaleźli się w atmosferze nowoczesnego wykwintu. Młody człowiek, może dwudziestoośmioletni, wyszedł na ich spotkanie prawie z uśmiechem, bo ujrzał najpierw Leona de Lora. Vauvinet wymienił na pozór uścisk dłoni bardzo przyjacielski z Bixiou, skłonił się zimno Gazonalowi i wprowadził ich do gabinetu, gdzie znać było mieszczańskie gusty pod pozorami artystycznymi, mimo modnych posążków i tysiąca drobiazgów dostosowanych do
Oznaczenia: Piece konwekcyjno parowe


