www.animal.waw.pl

Bezwiedni aktorzy - strona 13
naszych maÅ‚ych mieszkanek przez  nowoczesnÄ… sztukÄ™, która siÄ™ uczyniÅ‚a równie maÅ‚a jak jej odbiorca. Vauvinet byÅ‚ ubrany, jak wszyscy mÅ‚odsi ludzie zajmujÄ…cy siÄ™ interesami, z nadzwyczajnym wyszukaniem, które dla takich jak on jest rodzajem prospektu.
— Przychodzę cię naciągnąć — rzekł ze śmiechem Bixiou podając weksle.
Vauvinet przybrał minę serio, która ubawiła Gazonala, taka była różnica między poprzednim uśmiechem a twarzą zaskoczonego lichwiarza.
— Mój drogi, wygodziłbym ci z największą przyjemnością, ale nie mam w tej chwili pieniędzy.
— A ba!
— Tak, wszystko dałem, wiesz komu... Ten biedny Lousteau objął dyrekcję teatru ze starym wodewilistą bardzo popieranym przez ministerium... Ridalem: trzeba im było wczoraj trzydziestu tysięcy franków. Jestem zupełnie goły, tak goły, że w tej chwili posłałem po pieniądze do Cerizeta, aby zapłacić sto ludwików, które przegrałem dziś rano u Jenny Cadine...
— Musi pan być w istocie bardzo goły, aby odmówić temu poczciwemu Bixiou — rzekł Leon de Lora — bo on ma bardzo ostry języczek, kiedy go wprawić w zły humor...
— Ba! o naszym Vauvinecie mogę mówić tylko dobrze, on robi tyle dobrego...
— Mój drogi — rzekł Vauvinet — nie podobna by mi było, choćbym nawet miał pieniądze, zeskontować, bodaj na pięćdziesiąt od sta, akcepty podpisane przez twego odźwiernego... Ravenouillet nie jest poszukiwany na giełdzie. To nie Rotszyld! Uprzedzam cię, że ten papier jest bardzo opatrzony, trzeba wynaleźć jaki inny dom. Poszukaj jakiego wuja: bo przyjaciel, który by poręczył weksel, to rzecz, której się już nie spotyka... Materializm uczynił straszne postępy.
— Mam — rzekł Bixiou wskazując Gazonala — mam pana, jednego z naszych najznamienitszych fabrykantów sukna na południu, nazwiskiem Gazonal. Nie jest zbyt starannie uczesany — dodał spoglądając na rozczochraną i bujną czuprynę prowincjonała — ale zaprowadzę go do Mariusza, aby mu odjął ten pudli wygląd szkodliwy dla jego i naszej opinii.
— Nie wierzę w walory południowe, bez urazy pańskiej — rzekł Vauvinet, który tak ubawił tym Gazonala, że południowiec nie obraził się o tę impertynencję.
Gazonal jako człowiek nadzwyczaj bystry pomyślał, że malarz i Bixiou chcą mu dać „lekcję Paryża" i każą. mu zapłacić tysiąc franków za śniadanie w „Cafe de Paris“. To dziecię Rausillonu nie wyzbyło się tej zbytniej nieufności, w jaką się opancerza w Paryżu prowincjonalista.
— Dlaczego chcesz, abym miał interesy o dwieście pięćdziesiąt mil od Paryża, w Pirenejach? — dodał Vauvinet.
— Zatem nie ma sposobu — rzekł Bixiou.
— Mam przy sobie dwadzieścia franków — rzekł młody lichwiarz.
— Współczuję z tobą — odparł kawalarz. — Myślałem, że jestem wart tysiąc franków — rzekł sucho.
— Wart jesteś sto tysięcy — odparł Vauvinet — czasami nawet jesteś nieopłacony... ale ja jestem goły.
— A więc — rzekł Bixiou — nie mówmy o tym. Gotowałem ci na dziś, u Karabiny, kokosowy interes, którego tak pragnąłeś... już wiesz.
Vauvinet mrugnął okiem w stronę artysty, niby handlarz koni, który chce powiedzieć drugiemu: „Nie bawmy się w kawały".
— Nie pamiętasz już, jak mnie wziąłeś wpół, zupełnie jak ładną kobietę — ciągnął Bixiou — jak mnie głaskałeś, klepałeś, powtarzając: „Zrobię wszystko dla ciebie, jeżeli mi zdołasz sprokurować po kursie akcje kolei żelaznej, które wypuszczają du Tillet i Nucingen. Otóż, mój drogi, Maksym i Nucingen mają być u Karabiny, która daje dziś wieczór przyjęcie polityczne. Tracisz, mój stary, ładną okazję. No, do widzenia, żyło.
I Bixiou wstał zostawiając Vauvineta dość zimnego na pozór, ale w gruncie markotnego, jak ktoś, kto rozumie, że zrobił głupstwo.
— Chwileczkę, mój drogi — rzekł lichwiarz. — Nie mam pieniędzy, to fakt, ale mam jeszcze kredyt... Twoje weksle są bez wartości... ale mogę je wziąć i dać ci w zamian jakieś dobre walory z mego portfelu... Wreszcie możemy się porozumieć co do tamtych akcji: podzielilibyśmy w pewnej proporcji korzyści tej operacji, dałbym ci jakiś procent płatny w miarę zysków.
— Nie, nie — rzekł Bixiou — ja potrzebuję pieniędzy, muszę ulokować mego Ravenouilleta.
— Ravenouillet jest zresztą bardzo pewny — rzekł Vauvinet — składa pieniądze w kasie, jest doskonały...
— Jest pewniejszy niż ty, bo nie utrzymuje loretki, nie płaci komornego, nie jest wciąż na łasce
hossy lub bessy...
— Myślisz, że żartujesz, wielki człowieku — odparł Vauvinet stając się jowialnym i przymilnym. — Powtórzyłeś bajkę La Fontaine'a
DÄ…b i trzcina. No, Gubetto, mój stary kompanie — rzekÅ‚ Vauvinet biorÄ…c karykaturzystÄ™ wpół — trzeba ci pieniÄ™dzy, ostatecznie mogÄ™ pożyczyć od  Cerizeta trzy tysiÄ…ce zamiast