Bezwiedni aktorzy - strona 15
stkie miejsca są zajęte. Wchodząc mógłbyś się pomacać po kieszeni i myśleć, że zażądają od ciebie pięciu franków: gdzie tam! cały koszt wynosi dziesięć su za uczesanie, dwadzieścia już z ostrzyżeniem. Wytworne toalety kręcą się między żardynierami, wszędzie woda płynie z kurków. Wszędzie przeglądasz się w ogromnych lustrach. Toteż nie okazuj zdumienia. Kiedy klient (dystyngowane słowo wprowadzone przez Mariusza w miejsce trywialnego gościa), kiedy klient zjawia się w progu, Mariusz ogarnia go rzutem oka i ocenia: dla niego jesteś głową mniej lub więcej interesującą. Dla Mariusza nie ma ludzi, są tylko głowy.
— Wydobędziemy z Mariusza wszystkie tony jego klawiatury, jeżeli zdołasz pochwycić naszą grę — rzekł Bixiou.
Skoro Gazonal się zjawił, oko Mariusza oceniło go życzliwie, krzyknął: — Regulus! Twoja głowa! Przytnij ją najpierw z grubsza.
— Przepraszam — rzekł Gazonal na znak Bi-xiou — ja pragnę być uczesany przez samego pana Mariusza.
Mariusz, któremu wielce pochlebiała ta pretensja, zbliżył się rzucając głowę, którą miał w rękach. — Służę panu, już kończę, niech pan będzie spokojny, mój uczeń pana przygotuje, ja sam zadecyduję o formie.
Mariusz, mały szczupły człowieczek, z czarnymi jak smoła włosami uczesanymi a la Rubini, cały ubrany czarno, w mankietach, z diamentem w żabocie, poznał w tej chwili karykaturzystę, któremu skłonił się jak potędze równej jego własnej.
— Ta zwykła głowa — rzekł do Leona wskazując na jegomościa, którego właśnie czesał — mieszczuch, cóż pan chce!... Gdyby człowiek wciąż myślał o sztuce, skończyłby w szpitalu wariatów!...
I odwrócił się
www.amexwars.pl
List Motywacyjny - Artykuły dla rodziców - Hotele gdańsk - Dom Czestochowa - Domki Holenderskie
nieporównanym gestem do klienta, szepnąwszy Regulusowi: — Zajmij się panem starannie, to z pewnością artysta.
— Dziennikarz — rzekł Bixiou.
Na te słowa Mariusz przejechał parę razy grzebieniem po zwyczajnej głowie i rzucił się na Gazonal a chwytając Regulusa za ramię w chwili, gdy miał zacząć operację podstrzygania.
— Ja sam się zajmę panem. — Proszę pana — rzekł do mieszczucha — niech się pan przejrzy w lustrze, jeżeli lustro nie ma nic przeciw temu... — Ossjan!
Wszedł lokaj i chwycił klienta, aby go ubrać.
— Przy kasie, proszę pana — rzekł Mariusz do zdumionego gościa, który już wyciągnął sakiewkę.
— Czy to konieczne, drogi panie, ta operacja podstrzygania?
— Żadna głowa nie przychodzi do moich rąk nie oczyszczona wprzódy — odparł znakomity fry-
zjer — ale dla pana załatwię pańskiego przyjaciela całkowicie osobiście. Moi uczniowie szkicują, nie dałbym sobie inaczej rady. Każdy, kto wchodzi, mówi to, co pan: „Chcę, aby mnie czesał sam pan Mariusz". Ja mogę dać tylko ostatnie dotknięcie. W jakim dzienniku pan pracuje?
— Na pańskim miejscu miałbym kilku Mariuszów — rzekł Gazonal.
— A, rozumiem, pan jest felietonistą — rzekł Mariusz. — Niestety, w czesaniu, sztuce tak na wskroś indywidualnej, to jest niemożliwe. Przepraszam!
Rzucił Gazonala, aby przypilnować Regulusa, który przyrządzał świeżo przybyłą głowę. Klasnął krytycznie językiem o podniebienie.
— Ech, dobry Boże, to nie dość równo, istne schody... O, tak! Regulus, to nie jest strzyżenie psów... To ludzie, którzy mają swoją fizjonomię... Jeżeli będziesz patrzył w sufit, zamiast spoglądać na przemian w twarz i w lustro, okryjesz hańbą mój zakład.
— Surowy pan jest, panie Mariuszu.
— Winien im jestem dać tajemnice sztuki.
— Więc to jest sztuka? — rzekł Gazonal.
Mariusz oburzony spojrzał na Gazonala w lustrze i zatrzymał się z grzebieniem w jednej ręce, z nożyczkami w drugiej.
— Proszę pana, pan mówi jak... dziecko! a przecież, sądząc z pańskiego akcentu, musi pan być z południa, ojczyzny geniuszów.
— Tak, ja wiem, że trzeba pewnego gustu — odparł Gazonal.
— Ależ niechże pan da pokój, spodziewałem się czegoś lepszego po panu. Powiedzmy wręcz, że fryzjer... nie mówię dobry fryzjer, bo fryzjerem albo się jest, albo się nie jest... fryzjer... to coś, o co jest trudniej niż... mam powiedzieć... niż... sam nie wiem co... niż o ministra... (niechże pan siedzi spokojnie), nie, bo nie można ocenić kwalifikacji ministra... ulice są pełne ministrów... Paganini... nie, to nie dosyć!... Fryzjer, proszę pana, człowiek, który przenika pańską duszę i charakter, aby pana uczesać stosownie do pańskiej fizjonomii, musi mieć to, co stanowi filozofa. A dopiero kobiety!... Tak, kobiety nas cenią, widzą, co jesteśmy warci... my jesteśmy dla nich symbolem tego zwycięstwa, dla którego dają się uczesać! to znaczy, że fryzjer... nie wiadomo, co to jest. Ot, ja, jak tu do pana mówię, ja jestem tym, co w tym zakresie może być... nie chwalę się, dostatecznie jestem znany... Otóż nie, ja uważam, że musi być coś więcej... Wykonanie, oto rzecz! Ach, gdyby kobiety zostawiły mi wolną rękę, gdybym mógł wykonać wszystko, co mi przechodzi przez głowę... bo ja, widzi pan, mam piekielną wyobraźnię!... Ale kobiety nie chcą się pod-
— Wydobędziemy z Mariusza wszystkie tony jego klawiatury, jeżeli zdołasz pochwycić naszą grę — rzekł Bixiou.
Skoro Gazonal się zjawił, oko Mariusza oceniło go życzliwie, krzyknął: — Regulus! Twoja głowa! Przytnij ją najpierw z grubsza.
— Przepraszam — rzekł Gazonal na znak Bi-xiou — ja pragnę być uczesany przez samego pana Mariusza.
Mariusz, któremu wielce pochlebiała ta pretensja, zbliżył się rzucając głowę, którą miał w rękach. — Służę panu, już kończę, niech pan będzie spokojny, mój uczeń pana przygotuje, ja sam zadecyduję o formie.
Mariusz, mały szczupły człowieczek, z czarnymi jak smoła włosami uczesanymi a la Rubini, cały ubrany czarno, w mankietach, z diamentem w żabocie, poznał w tej chwili karykaturzystę, któremu skłonił się jak potędze równej jego własnej.
— Ta zwykła głowa — rzekł do Leona wskazując na jegomościa, którego właśnie czesał — mieszczuch, cóż pan chce!... Gdyby człowiek wciąż myślał o sztuce, skończyłby w szpitalu wariatów!...
I odwrócił się
Darmowa reklama:
Plastiki laboratoryjne
Sprzęt laboratoryjny - plastiki laboratoryjne , odczynniki o próbki; słowem wszystko dla laboratorium znajdziesz u nas.www.amexwars.pl
List Motywacyjny - Artykuły dla rodziców - Hotele gdańsk - Dom Czestochowa - Domki Holenderskie
— Dziennikarz — rzekł Bixiou.
Na te słowa Mariusz przejechał parę razy grzebieniem po zwyczajnej głowie i rzucił się na Gazonal a chwytając Regulusa za ramię w chwili, gdy miał zacząć operację podstrzygania.
— Ja sam się zajmę panem. — Proszę pana — rzekł do mieszczucha — niech się pan przejrzy w lustrze, jeżeli lustro nie ma nic przeciw temu... — Ossjan!
Wszedł lokaj i chwycił klienta, aby go ubrać.
— Przy kasie, proszę pana — rzekł Mariusz do zdumionego gościa, który już wyciągnął sakiewkę.
— Czy to konieczne, drogi panie, ta operacja podstrzygania?
— Żadna głowa nie przychodzi do moich rąk nie oczyszczona wprzódy — odparł znakomity fry-
zjer — ale dla pana załatwię pańskiego przyjaciela całkowicie osobiście. Moi uczniowie szkicują, nie dałbym sobie inaczej rady. Każdy, kto wchodzi, mówi to, co pan: „Chcę, aby mnie czesał sam pan Mariusz". Ja mogę dać tylko ostatnie dotknięcie. W jakim dzienniku pan pracuje?
— Na pańskim miejscu miałbym kilku Mariuszów — rzekł Gazonal.
— A, rozumiem, pan jest felietonistą — rzekł Mariusz. — Niestety, w czesaniu, sztuce tak na wskroś indywidualnej, to jest niemożliwe. Przepraszam!
Rzucił Gazonala, aby przypilnować Regulusa, który przyrządzał świeżo przybyłą głowę. Klasnął krytycznie językiem o podniebienie.
— Ech, dobry Boże, to nie dość równo, istne schody... O, tak! Regulus, to nie jest strzyżenie psów... To ludzie, którzy mają swoją fizjonomię... Jeżeli będziesz patrzył w sufit, zamiast spoglądać na przemian w twarz i w lustro, okryjesz hańbą mój zakład.
— Surowy pan jest, panie Mariuszu.
— Winien im jestem dać tajemnice sztuki.
— Więc to jest sztuka? — rzekł Gazonal.
Mariusz oburzony spojrzał na Gazonala w lustrze i zatrzymał się z grzebieniem w jednej ręce, z nożyczkami w drugiej.
— Proszę pana, pan mówi jak... dziecko! a przecież, sądząc z pańskiego akcentu, musi pan być z południa, ojczyzny geniuszów.
— Tak, ja wiem, że trzeba pewnego gustu — odparł Gazonal.
— Ależ niechże pan da pokój, spodziewałem się czegoś lepszego po panu. Powiedzmy wręcz, że fryzjer... nie mówię dobry fryzjer, bo fryzjerem albo się jest, albo się nie jest... fryzjer... to coś, o co jest trudniej niż... mam powiedzieć... niż... sam nie wiem co... niż o ministra... (niechże pan siedzi spokojnie), nie, bo nie można ocenić kwalifikacji ministra... ulice są pełne ministrów... Paganini... nie, to nie dosyć!... Fryzjer, proszę pana, człowiek, który przenika pańską duszę i charakter, aby pana uczesać stosownie do pańskiej fizjonomii, musi mieć to, co stanowi filozofa. A dopiero kobiety!... Tak, kobiety nas cenią, widzą, co jesteśmy warci... my jesteśmy dla nich symbolem tego zwycięstwa, dla którego dają się uczesać! to znaczy, że fryzjer... nie wiadomo, co to jest. Ot, ja, jak tu do pana mówię, ja jestem tym, co w tym zakresie może być... nie chwalę się, dostatecznie jestem znany... Otóż nie, ja uważam, że musi być coś więcej... Wykonanie, oto rzecz! Ach, gdyby kobiety zostawiły mi wolną rękę, gdybym mógł wykonać wszystko, co mi przechodzi przez głowę... bo ja, widzi pan, mam piekielną wyobraźnię!... Ale kobiety nie chcą się pod-
Oznaczenia: Plastiki laboratoryjne


