www.animal.waw.pl

Bezwiedni aktorzy - strona 17
epoki, a wy powołujecie fabrykanta figurynek i kominków, ornamencistę, przekupnia ze świątyń! Och! Jak powiedział Chamfort, trzeba co rano połknąć żmiję, aby móc strawić życie w Paryżu... Ostątecznie, zostaje sztuka, nikt nie może zabronić nam jej uprawiać.
— A przy tym ty, mój drogi, masz pociechę, którą posiada niewielu artystów: masz przed sobą przyszłość — rzekł Bixiou. — Kiedy świat nawróci się na twoje teorie, znajdziesz się na czele swej sztuki, wnosisz w nią bowiem idee, które świat zrozumie, skoro się staną powszechne. Za pięćdziesiąt lat będziesz dla całego świata tym, czym jesteś dziś tylko dla nas: wielkim człowiekiem! Chodzi tylko o to, aby doczekać!
— Skończyłem właśnie — odparł artysta, którego twarz się rozjaśniła, jak się ożywia twarz człowieka pogłaskanego w najczulsze miejsce — skończyłem alegoryczną postać Harmonii. Jeżeli zechcecie przyjść ją obejrzeć, zrozumiecie, że mogłem strawić dwa lata nad jej wykonaniem. Jest tam wszystko! Od pierwszego rzutu oka odgaduje się przyszłość naszego globu. Królowa trzyma w jednej ręce kij pasterski, symbol rozrostu gatunków pożytecznych dla człowieka. Na głowie ma czapkę wolności, ma sześć wymion na sposób egipski, bo Egipcjanie przewidzieli Fouriera. Nogi jej spoczywają na dwóch złożonych rękach, które obejmują kulę ziemską na znak braterstwa ras ludziach; depce zniszczone armaty, aby wyrazić zniesienie wojny. Starałem się w niej wyrazić pogodę tryumfującego rolnictwa... Położyłem zresztą koło niej olbrzymią główkę kapusty, która, wedle naszego mistrza, jest obrazem zgody. Och, to jest nie lada tytuł Fouriera do czci, iż przywrócił myśl roślinom, zespolił dzieło stworzenia znaczeniem rzeczy i ich specjalną mową. Za sto lat świat będzie o wiele większy niż dziś...
— A to jakim sposobem? — rzekł Gazonal zdumiony, iż człowiek, który mówi w ten sposób, nie siedzi w domu wariatów.
— Przez rozrost produkcji. Jeżeli ludzie zechcą zastosować system, nie będzie niemożliwym oddziałać na gwiazdy...
— I co się wówczas stanie z malarstwem? — spytał Gazonal.
— Stanie się większe.
— I czy będziemy mieli większe oczy? — rzekł Gazonal spoglądając znacząco na przyjaciół.
— Człowiek stanie się z powrotem tym, czym był przed swoim zbękarceniem; nasze olbrzymy liczące po sześć stóp będą wówczas karłami.
— Czy skończyłeś swój obraz? — spytał Leon.
— Zupełnie skończyłem — odparł Dubourdieu. — Byłem u Hiclara,aby skomponował symfonię, chciałbym, aby oglądając moją kompozycję słuchało się muzyki w rodzaju Beethovena, która by rozwinęła jej myśli, uprzystępniając ją inteligencjom pod dwiema postaciami. Ach! Gdyby rząd zechciał mi użyczyć sali w Luwrze...
— Pomówię o tym, jeżeli chcesz, bo nie trzeba niczego zaniedbywać, aby działać na umysły...
— Och, moi przyjaciele przygotowują artykuły, ale lękam się, aby się nie posunęli za daleko...
— Ba! — rzekł Bixiou — nie pójdą tak daleko jak przyszłość.
Dubourdieu spojrzał na karykaturzystę spod oka i oddalił się.
— Ależ to czysty wariat — rzekł Gazonal — czysty lunatyk.
— Świetny pędzel i duża wiedza, ale furieryzm go zabił — rzekł Leon. — Widzisz oto, kuzynie, jeden ze skutków ambicji u artystów. Zbyt często, w Paryżu, w swej żądzy szybkiego dobicia się rozgłosu, który dla nich jest fortuną, artyści pożyczają okolicznościowych skrzydeł, myślą, że staną się więksi stając się ludźmi jakiegoś hasła, szermierzami systemu, i łudzą się, że zmienią koterię w publiczność. Jeden jest republikaninem, drugi saintsimonista, inny arystokrata, inny katolik, inny juste-milieu, inny średnic wieki lub Niemcy... Ale, o ile przekonania nie dają talentu, w zamian niszczą go zawsze. Przykładem ten biedny człowiek, któregoś widział przed chwilą. Przekonaniem artysty powinna być jego wiara w swoje dzieło... a jedynym jego środkiem powodzenia praca, o ile natura dała mu święty ogień.
— Zmykajmy — rzekł Bixou. — Leon praw morały.
— I ten człowiek był szczery? — wykrzyknął Gazonal zdumiony.
— Bardzo szczery — odparł Bixiou.
— Toż to wariat! — rzekł Gazonal.
— I nie jego jednego idee Fouriera przyprawiły o szaleństwo — rzekł Bixiou. — Nic pan nie wiesz, co to Paryż. Zażądaj stu tysięcy franków, aby urzeczywistnić najpożyteczniejszą myśl, aby wypróbować coś podobnego jak machina parowa, a umrzesz, jak Salomon de Caus, w domu obłąkanych. Ale jeśli chodzi o wariactwo, ludzie zabijają się dla tego, oddadzą życie, majątek... Otóż, z systemami jest zupełnie to samo. Nieprawdopodobne dzienniki pochłonęły tu miliony od piętnastu lat. Jeżeli pański proces jest tak trudny do wygrania, to dlatego, że pan masz słuszność i że istnieją, jak pan przypuszcza, tajemne sprężyny współdziałające z prefektem.