www.animal.waw.pl

Bezwiedni aktorzy - strona 2
Leon de Lora, nasz słynny pejzażysta, należy do jednej z najświetniejszych rodzin w Roussillon. Rodzina ta jest pochodzenia hiszpańskiego, ale o ile wyróżnia się starożytnością, o tyle od stu lat grzęźnie w przysłowiowym ubóstwie hidalgów. Przybywszy lekką stopą do Paryża z Pirenejów, mając wszystkiego jedenaście franków na drogę, Leon zapomniał poniekąd nędzy swego dzieciństwa i swojej rodziny wśród nędzy, na jakiej nigdy nie zbywa młodym malarzom, mającym za cały dobytek niezłomne powołanie. Później kłopoty, związane ze sławą, z powodzeniem, pogłębiły jeszcze to zapomnienie.
Przypominacie sobie może Mistigrisa, ucznia Schinnera, jednego z bohaterów powieści Pierwsze kroki, pojawiającego się także w kilku innych utworach. W roku 1845 pejzażysta, rywal takich mistrzów jak Hobbema, Ruysdael, Lorrain, niepodobny już jest do tego gołego i psotnego smyka.
Okryty sławą, posiada śliczny pałacyk przy ulicy Berlińskiej, niedaleko pałacu Brambourg, w którym mieszka przyjaciel jego Bridau, opodal domu Schinnera, swego pierwszego mistrza. Jest członkiem Instytutu, oficerem legii, ma trzydzieści dziewięć lat, dwadzieścia tysięcy franków renty, płótna jego płacą na wagę złota. Ale jeszcze osobliwszym od zaproszeń, które od czasu do czasu otrzymuje na bale dworskie, wydaje mu się to, że nazwisko jego, tak często od lat szesnastu rzucane przez prasę Europie, dotarło w końcu w dolinę, gdzie wegetuje troje prawdziwych Lora: starszy brat, ojciec oraz stara ciotka, panna Uracca de Lora.
Ze strony macierzystej został słynnemu pejzażyście już tylko jeden kuzyn, bratanek jego matki, pięćdziesięciolatek, osiadły w pobliskim fabrycznym miasteczku. Ten kuzyn pierwszy przypomniał
sobie o Leonie. W
  roku 1840  Leon de Lora otrzymał list od pana Sylwestra Palafox-Castel-Gazo-nal (zwanego po prostu Gazonal), na który odpowiedział, że jest w istocie samym sobą, to znaczy synem nieboszczki Leonii Gazonal, żony hrabiego Ferdynanda Didas y Lora.
Kuzyn Sylwester Gazonal wybrał się w lecie r. 1841, aby powiadomić znamienity, mimo iż mało znany ród de Lora, że mały Leoś nie pojechał, jak mniemano, do Rio de La Plata, że nie umarł, jak przypuszczano, i że jest jedną z chwał szkoły fiancuskiej, w co nie uwierzono. Starszy brat, don Juan de Lora, oświadczył kuzynowi, że padł ofiarą konceptu paryskiego żartownisia.
Tenże Gazonal wybierał się do Paryża w sprawie procesu, który, przez szykanę, prefekt usunął spod zwyczajnej jurysdykcji, aby go przekazać radzie stanu. Postanowił tedy przy sposobności wyświetlić ten fakt i zażądać od paryskiego malarza rachunku za jego żarcik. Otóż pan Gazonal, stanąwszy w nędznym hoteliku przy ulicy Croix-des-Petits-Champs, osłupiał widząc pałac przy ulicy Berlińskiej. Dowiedziawszy się tam, że właściciel podróżuje po Włoszech, odłożył na razie swoje żądanie satysfakcji i zwątpił, aby sławny człowiek przyznał się do kuzynostwa.
Od roku 1844 Gazonal popychał swój proces. Spór ten, tyczący spadku wody i usunięcia śluzy — rzecz, w którą wmieszał się rząd popierany przez mieszkańców — zagrażał wręcz istnieniu fabryki. W roku 1845 Gazonal uważał proces za przegrany. Sekretarz referendarza, który miał sporządzić raport, zwierzył mu, że raport wypadnie na jego niekorzyść, a adwokat potwierdził to. Gazonal, mimo że major gwardii narodowej w swoim miasteczku i jeden z najtęższych fabrykantów w departamencie, czuł się w Paryżu tak bardzo niczym, tak przy tym spłoszył się drożyzną życia