Bezwiedni aktorzy - strona 20
ona może przepowiadać przyszłość — dodał Gazonal zaprzątnięty jedną myślą — w jaki sposób mogła przegrać na loterii?
— Ba, dotykasz tu jednego z największych sekretów tajemnej wiedzy — odparł Leon. — Z chwilą gdy to wewnętrzne zwierciadło, w którym istoty te czytają przeszłość lub przyszłość, zmąci się tchnieniem uczucia osobistego, jakiejkolwiek myśli obcej aktowi ich władzy, wówczas czarnoksiężnicy nie widzą już nic, tak samo jak artysta, który splami sztukę kombinacją polityczną albo doktryną, traci talent. Niedawno temu skazano tu człowieka obdarzonego darem zgadywania z kart, rywala pani Fontaine, który oddawał się zbrodniczym praktykom. Otóż człowiek ten nie umiał postawić kabały sobie samemu i zgadnąć, że będzie uwięziony, osądzony i skazany. Pani Fontaine, która przepowiada przyszłość osiem razy na dziesięć, nie przewidziała nigdy, że straci swoją stawkę.
— Toż samo z magnetyzmem — zauważył Bi-xiou. — Nie można zamagnetyzować samego siebie.
— Ba! otóż mamy i magnetyzm! — wykrzyknął Gazonal. — Więc wy tu znacie wszystko? ...
— Drogi panie Gazonal — odparł poważnie Bi-xiou — aby móc się śmiać ze wszystkiego, trzeba znać wszystko. Co do mnie, mieszkam w Paryżu od dzieciństwa i ołówek mój utrzymuje mnie ze śmieszności ludzkiej, za cenę pięciu karykatur miesięcznie ... Toteż bardzo często żartuję sobie z myśli, w którą wierzę!
— Przejdźmy do czego innego — rzekł Leon. — Chodźmy do Izby, załatwimy tam sprawę kuzyna.
— To — rzekł Bixiou udając Odry'ego i Gailiardą — to będzie wyższa komedia. Pociągniemy za sznurek pierwszego z brzegu posła, którego spotkamy w kuluarach. Pozna pan tam — jak zresztą gdzie indziej — że język
www.wrebowa.pl
Oferty Pracy - Numizmatyka - Niszczarka - Kominki - Rozbiorki Wroclaw
paryski ma tylko dwojaką prozodię: interes albo próżność.
Siadając do dorożki Leon spostrzegł w kabriolecie człowieka, któremu dał znak, że chce z nim mówić.
— To Publikola Masson — rzekł Leon do kolegi — poproszę go o seans na dziś na piątą, po Izbie.Kuzynek ujrzy najosobliwszego oryginała pod słońcem . . .
— Któż to jest? — spytał Gazonal, podczas gdy Leon rozmawiał z Publikola Massonem.
— Pedikurzysta, autor Traktatu o korporystyce, który wycina nagniotki w abonamencie i który, jeżeli republikanie będą przez pół roku przy władzy, zostanie z pewnością nieśmiertelny.
— I jeździ powozem! — wykrzyknął Gazonal.
— Ależ, przyjacielu Gazonal, jedynie milionerzy mają dość czasu, aby chodzić w Paryżu piechotą.
— Do Izby — krzyknął Leon woźnicy.
— Do jakiej pan rozkaże?
— Poselskiej — odparł Leon wymieniwszy uśmiech z karykaturzystą.
— Paryż zaczyna mnie oszałamiać — rzekł Gazonal.
— Aby panu dać poznać jego ogrom moralny, polityczny i literacki, postępujemy w tej chwili tak jak rzymski cicerone, pokazując u św. Piotra kciuk posągu, który ci się wydawał naturalnej wielkości, a okazuje się wielkości stopy. Jeszcze nie zmierzyłeś żadnego kciuka w Paryżu!
— A uważ, kuzynie Gazonal, że my nie wybieramy, bierzemy, co się nastręczy.
— Dziś wieczór będziesz wieczerzał tak, jak się ucztowało u Baltazara. Ujrzysz nasz Paryż, ten nasz, grający w lancknechta i stawiający po sto tysięcy franków na jedną kartę bez zmrużenia oka
W kwadrans później dorożka zatrzymała się przed stopami Izby Poselskiej, od strony mostu Zgody, która wiedzie do niezgody.
— Sądziłem, że do Izby nie podobna się dostać ... — rzekł południowiec zdziwiony, że się znalazł w ogromnej sali czekalnej.
— To zależy — odparł Bixiou — biorąc rzecz materialnie, to kosztuje tyle co kurs dorożki: trzydzieści su; politycznie, trzeba dać coś więcej. Jaskółki myślały, powiedział pewien poeta, że Łuk Tryumfalny na placu Zgody zbudowano dla nich; my, artyści, myślimy, że ten gmach zbudowano, aby nadrobić braki Komedii Francuskiej i ubawić nas. Ale ci aktorzy kosztują o wiele drożej i nie codziennie dają nam widowisko, które by się opłaciło.
— Więc to jest Izba!... — powtarzał Gazonal. I mierzył krokami salę, gdzie znajdował się w tej chwili jakiś dziesiątek osób, przyglądając się wszystkiemu z miną, którą Bixiou utrwalał w pamięci. Miał ją odtworzyć na jednej z owych słynnych karykatur, które czynią zeń rywala Gavarniego.
Leon szepnął coś jednemu z woźnych krążących ustawicznie między tą salą a salą obrad, z którą ta sala łączy się za pomocą korytarza, gdzie się mieszczą stenografowie Monitora i kilku urzędników Iżby.
— Co do pana ministra — odpowiedział woźny Leonowi, w chwili gdy Gazonal się zbliżył — to wiem, że jest, ale nie wiem, czy pan Giraud jest jeszcze. Zaraz zobaczę.
Kiedy odźwierny otworzył jedną połać drzwi, którymi wchodzą tylko posłowie, ministrowie albo komisarze królewscy, Gazonal ujrzał wychodzącego człowieka, który mu się wydał jeszcze młody, mimo że miał czterdzieści osiem lat, i któremu woźny wskazał Leona de Lora
— Ba, dotykasz tu jednego z największych sekretów tajemnej wiedzy — odparł Leon. — Z chwilą gdy to wewnętrzne zwierciadło, w którym istoty te czytają przeszłość lub przyszłość, zmąci się tchnieniem uczucia osobistego, jakiejkolwiek myśli obcej aktowi ich władzy, wówczas czarnoksiężnicy nie widzą już nic, tak samo jak artysta, który splami sztukę kombinacją polityczną albo doktryną, traci talent. Niedawno temu skazano tu człowieka obdarzonego darem zgadywania z kart, rywala pani Fontaine, który oddawał się zbrodniczym praktykom. Otóż człowiek ten nie umiał postawić kabały sobie samemu i zgadnąć, że będzie uwięziony, osądzony i skazany. Pani Fontaine, która przepowiada przyszłość osiem razy na dziesięć, nie przewidziała nigdy, że straci swoją stawkę.
— Toż samo z magnetyzmem — zauważył Bi-xiou. — Nie można zamagnetyzować samego siebie.
— Ba! otóż mamy i magnetyzm! — wykrzyknął Gazonal. — Więc wy tu znacie wszystko? ...
— Drogi panie Gazonal — odparł poważnie Bi-xiou — aby móc się śmiać ze wszystkiego, trzeba znać wszystko. Co do mnie, mieszkam w Paryżu od dzieciństwa i ołówek mój utrzymuje mnie ze śmieszności ludzkiej, za cenę pięciu karykatur miesięcznie ... Toteż bardzo często żartuję sobie z myśli, w którą wierzę!
— Przejdźmy do czego innego — rzekł Leon. — Chodźmy do Izby, załatwimy tam sprawę kuzyna.
— To — rzekł Bixiou udając Odry'ego i Gailiardą — to będzie wyższa komedia. Pociągniemy za sznurek pierwszego z brzegu posła, którego spotkamy w kuluarach. Pozna pan tam — jak zresztą gdzie indziej — że język
Darmowa reklama:
Podnośniki kubełkowe
Postaw na dobry produkt. Wybierz nasze podnośniki kubełkowe i ciesz się jakością swoich działań.www.wrebowa.pl
Oferty Pracy - Numizmatyka - Niszczarka - Kominki - Rozbiorki Wroclaw
Siadając do dorożki Leon spostrzegł w kabriolecie człowieka, któremu dał znak, że chce z nim mówić.
— To Publikola Masson — rzekł Leon do kolegi — poproszę go o seans na dziś na piątą, po Izbie.Kuzynek ujrzy najosobliwszego oryginała pod słońcem . . .
— Któż to jest? — spytał Gazonal, podczas gdy Leon rozmawiał z Publikola Massonem.
— Pedikurzysta, autor Traktatu o korporystyce, który wycina nagniotki w abonamencie i który, jeżeli republikanie będą przez pół roku przy władzy, zostanie z pewnością nieśmiertelny.
— I jeździ powozem! — wykrzyknął Gazonal.
— Ależ, przyjacielu Gazonal, jedynie milionerzy mają dość czasu, aby chodzić w Paryżu piechotą.
— Do Izby — krzyknął Leon woźnicy.
— Do jakiej pan rozkaże?
— Poselskiej — odparł Leon wymieniwszy uśmiech z karykaturzystą.
— Paryż zaczyna mnie oszałamiać — rzekł Gazonal.
— Aby panu dać poznać jego ogrom moralny, polityczny i literacki, postępujemy w tej chwili tak jak rzymski cicerone, pokazując u św. Piotra kciuk posągu, który ci się wydawał naturalnej wielkości, a okazuje się wielkości stopy. Jeszcze nie zmierzyłeś żadnego kciuka w Paryżu!
— A uważ, kuzynie Gazonal, że my nie wybieramy, bierzemy, co się nastręczy.
— Dziś wieczór będziesz wieczerzał tak, jak się ucztowało u Baltazara. Ujrzysz nasz Paryż, ten nasz, grający w lancknechta i stawiający po sto tysięcy franków na jedną kartę bez zmrużenia oka
W kwadrans później dorożka zatrzymała się przed stopami Izby Poselskiej, od strony mostu Zgody, która wiedzie do niezgody.
— Sądziłem, że do Izby nie podobna się dostać ... — rzekł południowiec zdziwiony, że się znalazł w ogromnej sali czekalnej.
— To zależy — odparł Bixiou — biorąc rzecz materialnie, to kosztuje tyle co kurs dorożki: trzydzieści su; politycznie, trzeba dać coś więcej. Jaskółki myślały, powiedział pewien poeta, że Łuk Tryumfalny na placu Zgody zbudowano dla nich; my, artyści, myślimy, że ten gmach zbudowano, aby nadrobić braki Komedii Francuskiej i ubawić nas. Ale ci aktorzy kosztują o wiele drożej i nie codziennie dają nam widowisko, które by się opłaciło.
— Więc to jest Izba!... — powtarzał Gazonal. I mierzył krokami salę, gdzie znajdował się w tej chwili jakiś dziesiątek osób, przyglądając się wszystkiemu z miną, którą Bixiou utrwalał w pamięci. Miał ją odtworzyć na jednej z owych słynnych karykatur, które czynią zeń rywala Gavarniego.
Leon szepnął coś jednemu z woźnych krążących ustawicznie między tą salą a salą obrad, z którą ta sala łączy się za pomocą korytarza, gdzie się mieszczą stenografowie Monitora i kilku urzędników Iżby.
— Co do pana ministra — odpowiedział woźny Leonowi, w chwili gdy Gazonal się zbliżył — to wiem, że jest, ale nie wiem, czy pan Giraud jest jeszcze. Zaraz zobaczę.
Kiedy odźwierny otworzył jedną połać drzwi, którymi wchodzą tylko posłowie, ministrowie albo komisarze królewscy, Gazonal ujrzał wychodzącego człowieka, który mu się wydał jeszcze młody, mimo że miał czterdzieści osiem lat, i któremu woźny wskazał Leona de Lora
Oznaczenia: Podnośniki kubełkowe


