Bezwiedni aktorzy - strona 21
— A! to wy! — rzekł ściskając dłoń obu artystom. — Urwisy!... co wy tu robicie w świątyni
praw?
— A cóż by? Przychodzimy uczyć się „kawałów" — rzekł Bixiou — inaczej by człowiek wyszedł z wprawy.
— Przejdźmy tedy do ogrodu — odparł młody człowiek nie przypuszczając, aby południowiec należał do towarzystwa.
Widząc tego nieznajomego dobrze ubranego, całkiem czarno, bez żadnego orderu, Gazonal nie wiedział, do jakiej kategorii go zaliczyć; ale udał się za nim do ogrodu biegnącego wzdłuż wybrzeża, które nazywało się niegdyś Wybrzeżem Napoleona. Znalazłszy się w ogrodzie rzekomy młody człowiek parsknął śmiechem, który wstrzymywał od chwili, gdy opuścił salę posiedzeń.
— Co ci się dzieje? — spytał Leon de Lora.
— Et, głupstwo!... Aby móc stwierdzić szczerość rządu konstytucyjnego, zmuszeni jesteśmy dopuszczać się straszliwych kłamstw z niewiarogodnym tupetem. Co do mnie, ja miewam różne dni. Są dni, w których kłamię jak z nut; ale bywają inne, w które nie umiem zachować powagi. Dziś mam mój dzień wesołości. Otóż w tej chwili prezydent minisijrów, zmuszony przez opozycję do zdradzenia sekretów dyplomacji, wyprawia szprynce na trybunie: że zaś jest uczciwym człowiekiem i nie kłamie na własny rachunek, szepnął mi do ucha, nim poszedł do ataku: „Nie wiem, co mam gadać!" ... Widząc go w tej roli, dostałem chętki szalonego śmiechu; wyszedłem tedy, bo nie można śmiać się na ławie ministrów, gdzie moja młodość nawiedza mnie czasami nie w porę.
— Wreszcie! — wykrzyknął Gazonal — spotykam uczciwego człowieka w Paryżu! Pan musi być bardzo tęgim człowiekiem — rzekł przyglądając się nieznajomemu.
— A!... któż jest ten pan? — rzekł rzekomy młody człowiek przyglądając się Gazonalowi.
— Mój kuzyn — odparł żywo Leon. — Ręczę za jego dyskrecję i uczciwość jak za samego siebie. To jego sprawa sprowadza nas tutaj, bo ma proces administracyjny, który zależy od twojego ministerium. Jego prefekt chce po prostu zrujnować; przyszliśmy tu do ciebie, abyś nie pozwolił radzie stanu popełniać niesprawiedliwości...
— Kto jest referentem?
— Massol.
— Wybornie.
— A nasi przyjaciele, Giraud i Klaudiusz Vi-gnon są w sekcji — rzekł Bixiou.
— Powiedz im słówko i niech przyjdą dziś wieczór do Karabiny, gdzie du Tillet daje dziś ucztę
pod pozorem rail-ways, dziś bowiem bardziej niż kiedykolwiek rabuje się po drogach.
— A ba! Ale to w Pirenejach? ... — spytał młody człowiek poważniejąc.
— Tak — rzekł Gazonal.
— I pan głosuje przeciw nam przy wyborach? ... — rzekł mąż stanu przyglądając się Gazonalowi.
— Tak, ale po tym, co pan powiedział przy mnie, przekupił mnie pan. Słowo majora gwardii narodowej, sprawię, by postawiono pana kandydaturę ...
— No i cóż, czy wciąż ręczysz za swego kuzyna? ... — spytał młody człowiek Leona.
— Kształcimy go ... — rzekł Bixiou tonem głęboko komicznym.
— Zatem zobaczę... — rzekł dygnitarz żegnając przyjaciół i wracając spiesznie do sali posiedzeń.
— Któż to taki? — spytał Gazonal.
— To? To hrabia de Rastignac, minister wydziału, w którym się znajduje twoja sprawa.
— Minister!... to tylko tyle?
— Ale to stary przyjaciel nas wszystkich. Ma trzysta tysięcy franków renty, jest parem Francji, król zrobił go hrabią, to jest zięć Nucingena i jeden z paru mężów stanu, których wydała rewolucja lipcowa. Ale władza nudzi go czasem i przychodzi pośmiać się z nami...
— Ale, ale, kuzynie, nie powiedziałeś nam, że ty tam urządzasz opozycję? ... — spytał Leon, biorąc Gazonala za ramię. — Czyś ty oszalał! Że będzie jeden poseł więcej po prawej albo po lewej ... Fabrykuj swoje sukna, a reszcie daj pokój.
— Jesteśmy za „tamtymi".
— Zostaw ich — rzekł Bixiou tonem godnym Monrose'a — oni mają za sobą Opatrzność, która przywróci ich bez waszego i bez ich udziału ... Fabrykant powinien być fatalistą.
— Wybornie! Idzie Maksym z Canalisem i Giraudem! — wykrzyknął Leon.
— Chodź, chodź, przyjacielu Gazonal, obiecani aktorzy wchodzą na scenę — rzekł Bixiou.
praw?
— A cóż by? Przychodzimy uczyć się „kawałów" — rzekł Bixiou — inaczej by człowiek wyszedł z wprawy.
— Przejdźmy tedy do ogrodu — odparł młody człowiek nie przypuszczając, aby południowiec należał do towarzystwa.
Widząc tego nieznajomego dobrze ubranego, całkiem czarno, bez żadnego orderu, Gazonal nie wiedział, do jakiej kategorii go zaliczyć; ale udał się za nim do ogrodu biegnącego wzdłuż wybrzeża, które nazywało się niegdyś Wybrzeżem Napoleona. Znalazłszy się w ogrodzie rzekomy młody człowiek parsknął śmiechem, który wstrzymywał od chwili, gdy opuścił salę posiedzeń.
— Co ci się dzieje? — spytał Leon de Lora.
— Et, głupstwo!... Aby móc stwierdzić szczerość rządu konstytucyjnego, zmuszeni jesteśmy dopuszczać się straszliwych kłamstw z niewiarogodnym tupetem. Co do mnie, ja miewam różne dni. Są dni, w których kłamię jak z nut; ale bywają inne, w które nie umiem zachować powagi. Dziś mam mój dzień wesołości. Otóż w tej chwili prezydent minisijrów, zmuszony przez opozycję do zdradzenia sekretów dyplomacji, wyprawia szprynce na trybunie: że zaś jest uczciwym człowiekiem i nie kłamie na własny rachunek, szepnął mi do ucha, nim poszedł do ataku: „Nie wiem, co mam gadać!" ... Widząc go w tej roli, dostałem chętki szalonego śmiechu; wyszedłem tedy, bo nie można śmiać się na ławie ministrów, gdzie moja młodość nawiedza mnie czasami nie w porę.
— Wreszcie! — wykrzyknął Gazonal — spotykam uczciwego człowieka w Paryżu! Pan musi być bardzo tęgim człowiekiem — rzekł przyglądając się nieznajomemu.
— A!... któż jest ten pan? — rzekł rzekomy młody człowiek przyglądając się Gazonalowi.
— Mój kuzyn — odparł żywo Leon. — Ręczę za jego dyskrecję i uczciwość jak za samego siebie. To jego sprawa sprowadza nas tutaj, bo ma proces administracyjny, który zależy od twojego ministerium. Jego prefekt chce po prostu zrujnować; przyszliśmy tu do ciebie, abyś nie pozwolił radzie stanu popełniać niesprawiedliwości...
— Kto jest referentem?
— Massol.
— Wybornie.
— A nasi przyjaciele, Giraud i Klaudiusz Vi-gnon są w sekcji — rzekł Bixiou.
— Powiedz im słówko i niech przyjdą dziś wieczór do Karabiny, gdzie du Tillet daje dziś ucztę
pod pozorem rail-ways, dziś bowiem bardziej niż kiedykolwiek rabuje się po drogach.
— A ba! Ale to w Pirenejach? ... — spytał młody człowiek poważniejąc.
— Tak — rzekł Gazonal.
— I pan głosuje przeciw nam przy wyborach? ... — rzekł mąż stanu przyglądając się Gazonalowi.
— Tak, ale po tym, co pan powiedział przy mnie, przekupił mnie pan. Słowo majora gwardii narodowej, sprawię, by postawiono pana kandydaturę ...
— No i cóż, czy wciąż ręczysz za swego kuzyna? ... — spytał młody człowiek Leona.
— Kształcimy go ... — rzekł Bixiou tonem głęboko komicznym.
— Zatem zobaczę... — rzekł dygnitarz żegnając przyjaciół i wracając spiesznie do sali posiedzeń.
— Któż to taki? — spytał Gazonal.
— To? To hrabia de Rastignac, minister wydziału, w którym się znajduje twoja sprawa.
— Minister!... to tylko tyle?
— Ale to stary przyjaciel nas wszystkich. Ma trzysta tysięcy franków renty, jest parem Francji, król zrobił go hrabią, to jest zięć Nucingena i jeden z paru mężów stanu, których wydała rewolucja lipcowa. Ale władza nudzi go czasem i przychodzi pośmiać się z nami...
— Ale, ale, kuzynie, nie powiedziałeś nam, że ty tam urządzasz opozycję? ... — spytał Leon, biorąc Gazonala za ramię. — Czyś ty oszalał! Że będzie jeden poseł więcej po prawej albo po lewej ... Fabrykuj swoje sukna, a reszcie daj pokój.
— Jesteśmy za „tamtymi".
— Zostaw ich — rzekł Bixiou tonem godnym Monrose'a — oni mają za sobą Opatrzność, która przywróci ich bez waszego i bez ich udziału ... Fabrykant powinien być fatalistą.
— Wybornie! Idzie Maksym z Canalisem i Giraudem! — wykrzyknął Leon.
— Chodź, chodź, przyjacielu Gazonal, obiecani aktorzy wchodzą na scenę — rzekł Bixiou.
I wszyscy trzej skierowali się ku wskazanym osobom, które widocznie nie miały w tej chwili nic do roboty.
— Czy wyprawiono was w kawki, że wałęsacie się w ten sposób? ... — spytał Bixiou Girauda.
— Nie, po prostu przez czas tajnego głosowania wyszliśmy się przejść trochę — odparł Giraud.
— A jak się spisał prezydent ministrów?
— Był wspaniały! — rzekł Canalis.
— Wspaniały! — powtórzył Giraud.
— Wspaniały! — rzekł Maksym.
— Czy wyprawiono was w kawki, że wałęsacie się w ten sposób? ... — spytał Bixiou Girauda.
— Nie, po prostu przez czas tajnego głosowania wyszliśmy się przejść trochę — odparł Giraud.
— A jak się spisał prezydent ministrów?
— Był wspaniały! — rzekł Canalis.
— Wspaniały! — powtórzył Giraud.
— Wspaniały! — rzekł Maksym.


