www.animal.waw.pl

Bezwiedni aktorzy - strona 22
— Jak  to! prawica, lewica, centrum są jednozgodne?
— Każdy z nas rozumie to inaczej — zauważył Maksym de Trailles.
Maksym był posłem ministerialnym.
— Tak — odparł Canalis śmiejąc się.
Mimo że Canalis był już wprzódy ministrem, zasiadał obecnie bliżej prawicy.
— Tak, miał pan w tej chwili piękny tryumf! — rzekł Maksym do Canalisa — to pan sprawił, że musiał wejść na trybunę.
— I kłamać jak szarlatan — odparł Canalis.
— Ładne zwycięstwo! — odparł uczciwy Giraud
. — Na jego miejscu co by pan zrobił?
— Kłamałbym.
— To się nie nazywa kłamać — rzekł Maksym de Trailles — to się nazywa osłonić Koronę.
I odciągnął Canalisa o kilka kroków.
— To wielki mówca! — rzekł Leon do Girauda wskazując Canalisa.
— Tak i nie — odparł radca stanu. — Jest pusty, jest dźwięczny, to raczej artysta słów niż mówca. Słowem, to jest piękny instrument, ale to nie jest muzyka: toteż nie ma i nie będzie miał nigdy posłuchu Izby. On sądzi, że jest potrzebny Francji, ale w żadnym wypadku on nie może być człowiekiem sytuacji.
Canalis i Maksym wrócili do grupy w chwili, gdy Giraud, poseł lewego centrum, wydał ten wyrok. Maksym wziął Girauda za ramię i odciągnął go daleko, aby mu poczynić te same wynurzenia co Canalisowi.
— Cóż za zacny i uczciwy człowiek! — rzekł Leon do Canalisa wskazując Girauda.
— To jedna z tych uczciwości, które zabijają rządy — odparł Canalis.
— Czy, pańskim zdaniem, to dobry mówca?
— I tak, i nie — odparł Canalis — rozwlekły, zawiły. To fabrykant argumentów, dobry logik, ale nie rozumie wielkiej logiki: logiki wypadków i spraw. Toteż nie ma i nie będzie miał nigdy posłuchu Izby...
W chwili gdy Canalis wydawał ten wyrok, Giraud z Maksymem przyłączyli się do grupy. Giraud, zapominając, że jest tam obcy, którego dyskrecji nie znali tak, jak znali dyskrecję Leona i Bixiou, ujął znacząco Canalisa za rękę.
— Więc dobrze — rzekł — zgadzam się na to, co mi proponuje hrabia de Trailles. Zainterpeluję pana, ale bardzo ostro.
— Zatem opanujemy Izbę, bo człowiek pańskiego wpływu i pańskiej wymowy zawsze ma posłuch Izby — odparł Canalis. — Ja odpowiem, ale siarczyście, tak aby pana zmiażdżyć.
— Będzie pan mógł spowodować zmianę gabinetu, bo na tym gruncie zrobi pan z Izbą, co pan zechce, i stanie się pan człowiekiem sytuacji.
— Maksym wziął ich na kawał obu — rzekł Leon do kuzyna. — Ten zuch pływa po Izbie w intrygach jak ryba w wodzie.
— Kto to taki? — spytał Gazonal.
— Były łajdak, na drodze do zostania ambasadorem — odparł Bixiou.
— Giraud! — krzyknął Leon za radcą stanu — nie odchodź nie zapytawszy Rastignaca o to, co mi obiecał powiedzieć ci w sprawie procesu, który masz sądzić pojutrze. Rzecz dotyczy mego tu obecnego kuzyna; przyjdę do ciebie w tej sprawie jutro rano.
I trzej przyjaciele udali się w pewnej odległości za mężami politycznymi, kierując się do sali czekalnej.
— Patrz, kuzynie, spójrz na tych dwóch ludzi — rzekł Leon do Gazonala pokazując mu bardzo sławnego byłego ministra oraz głowę lewego centrum. — Oto dwaj mówcy, którzy mają posłuch Izby i których dowcipnie nazwano ministrami resortu opozycji: tak dobrze posiadają oni ucho Izby, że często ją za nie ciągną.
— Jest czwarta, wracajmy na ulicę Berlińską — rzekł Bixiou.
— Tak; widziałeś przed chwilą serce rządu, trzeba ci teraz pokazać jego tasiemce, askarydy, glisty: „republikanina", jeśli mamy go nazwać po imieniu — rzekł Leon do kuzyna.
Skoro trzej przyjaciele wcisnęli się w dorożkę, Gazonal popatrzył drwiąco na artystów, jak człowiek, który chce wyrzucić strumień żółci i południowej elokwencji.
— Nie dowierzałem temu przeklętemu mieścisku, ale od dzisiaj pogardzam nim! Biedna prowincja, ta nieboga, to jest uczciwa dziewczyna; ale Paryż to prostytutka, chciwa, kłamliwa, komediantka. Bardzo rad jestem, że nie dałem mu się oskubać...
— Dzień jeszcze się nie skończył — rzekł sentencjonalnie Bixiou mrugnąwszy do Leona.
— I czemuż skarżysz się jak głuptas — rzekł Leon — na tę rzekomą prostytucję, której będziesz zawdzięczał wygraną procesu? ... Czy sądzisz, że jesteś cnotliwszy od nas, mniejszy komediant, mniej chciwy, bardziej odporny na lada pokusę, mniej próżny niż wszyscy ci, których ciągnęliśmy za sznurek jak pajaców?
— Spróbujcie mnie nadgryźć! . . .
— Biedny chłopak! — rzekł Leon wzruszając ramionami. — Czy nie przyrzekłeś już swoich wpływów Rastignacowi?