www.animal.waw.pl

Bezwiedni aktorzy - strona 24
Skłonił się bardzo grzecznie i wyszedł.
— Czy podobna? w roku 1845? ... — wykrzyknął Gazonal.
— Gdybyśmy mieli czas, pokazalibyśmy ci — odparł pejzażysta — wszystkie osobistości z roku 1793, porozmawiałbyś z nimi. Widziałeś przed chwilą Marata; otóż my znamy Fouquiera-Tin-ville, Collot-d'Herbois, Robespierre'a, Chabota, Fouchego, Barrasa. Istnieje nawet wspaniała pani Rolland.
— Hm, w tym dzisiejszym przedstawieniu nie brakło nuty tragicznej — rzekł południowiec.
— Jest szósta; nim cię zaprowadzimy na Pajaców, w których gra Odry dziś wieczór — rzekł Leon do kuzyna — trzeba koniecznie złożyć wizytę pani Cadine, aktorce, którą wielce admiruje twój referent Massol i której będziesz musiał dziś wieczór mocno nadskakiwać.
— Ponieważ musisz pan sobie zjednać tę potęgę, dam ci kilka wskazówek — rzekł Bixiou. — Czy zatrudnia pan robotnice w swoich fabrykach? ...
— Oczywiście — odparł Gazonal.
— Tyle tylko chciałem wiedzieć — rzekł Bi-xiou. — Jesteś kawaler, jesteś stary lamp ...
— Tak! — wykrzyknął Gazonal. — Zgadł pan moją silną stronę, lubię kobietki ...
— A więc, jeżeli pan zechcesz wykonać mały manewr, który panu wskażę, poznasz pan, nie wydając ani grosza, słodycze, jakich się kosztuje sam na sam z aktorką.
Kiedy przybyli na ulicę Victoire, gdzie mieszka sławna aktorka, Bixiou, który obmyślał jakiegoś psikusa nieufnemu Gazonalowi, kończył mu kreślić jego rolę: ale południowiec, jak się to okaże, zrozumiał w pół słowa.
Trzej przyjaciele weszli na drugie piętro dość ładnego domu i zastali Jenny Cadine kończącą obiad, bo grała tego wieczora. Przedstawiwszy Gazonala tej potędze, Leon i Bixiou, chcąc ich zostawić samych, poszli oglądać jakiś mebel w drugim pokoju; ale wprzód Bixiou szepnął aktorce do ucha:
— To kuzyn Leona, milionowy fabrykant, który, chcąc wygrać proces w radzie stanu, uważa za stosowne cię uwieść, aby mieć Massola za sobą.
Cały Paryż zna urodę tej modnej aktorki, każdy tedy pojmie zdumienie południowca na jej widok. Zrazu przyjęty niemal chłodno, stał się przedmiotem zalotności Jenny Cadine przez tych kilka chwil, które zostali sami.
— Jakim cudem — rzekł Gazonal spoglądając przez uchylone drzwi ze wzgardą na urządzenie salonu oraz szacując okiem meble w jadalni — w jaki sposób można taką jak pani kobietę trzymać w takich gratach? ...
— Cóż pan chce, Massol nie jest bogaty, czekam, aż zostanie ministrem ...
— Cóż za szczęśliwy człowiek — wykrzyknął Gazonal wydając westchnienie ze swej prowincjonalnej piersi.
— Brawo! — pomyślała w duchu aktorka — będę miała nowe meble, będę mogła rywalizować z Karabiną!
— i cóż, drogie dziecko, będziesz u Karabiny dziś wieczór, nieprawdaż? Kolacyjka, lancknecht...
— Czy pan będzie? — rzekła uprzejmie i naiwnie Jenny Cadine.
— Owszem, pani — odparł Gazonal olśniony szybkim sukcesem.
— Ale i Massol będzie — dodał Bixiou.
— A cóż to szkodzi? — odparła Jenny. — Ale chodźcie, moje chłopczyki, muszę być w teatrze.
Gazonal sprowadził aktorkę do powozu i uścisnął jej ręce tak czule, że Jenny strzepnęła palcami i rzekła: — Panie, ja nie wygrałam rąk na loterii.
Znalazłszy się w dorożce, Gazonal zaczął ściskać karykaturzystę wołając: — Wzięła się! Z pana diabelny hultaj ...
— Kobiety tak mówią — odparł Bixiou.
O wpół do dwunastej, po teatrze, dorożka zawiozła trzech przyjaciół do panny Serafiny Sinet, bardziej znanej pod mianem Karabiny, jako iż większość znakomitych loretek bierze sobie takie pseudonimy albo też przyczepiają je im inni. Ten przydomek wyrażał może to, że nigdy nie chybiła swej ofiary.
Karabiną, opanowawszy zupełnie słynnego bankiera du Tillet, posła lewego centrum, mieszkała wówczas w uroczym domku przy ulicy Saint-Geor-ges. Istnieją w Paryżu domy, których przeznaczenie się nie zmienia: ten widział już siedem istnień kurtyzan. Pewien agent giełdowy pomieścił tam w r. 1827 Zuzannę du Val-Noble, która później została panią Gaillard. Słynna Ester przyprawiła tam barona de Nucingen o jedyne szaleństwa, jakie w życiu popełnił. Floryna, a później ta, którą nazywano uciesznie nieboszczką panią Schontz, błyszczały tam kolejno. Znudzony swoją żoną, du Tillet nabył ten pałacyk i pomieścił tam dostojną Karabinę, której żywy dowcip, bezceremonialność, błyszczące zepsucie tworzyły przeciwwagę jego domowego, politycznego i finansowego życia. Czy du Tillet i Karabiną byli w domu czy nie, stół był zawsze nakryty, i to obficie, na dziesięć osób. Artyści, literaci, dziennikarze, przyjaciele domu jadali tam. Wieczorem grywało się. Niejeden członek jednej i drugiej izby zachodził tam szukać tego, co w Paryżu kupuje się na wagę złota: przyjemności. Ekscentryczne kobiety, owe meteory firmamentu