www.animal.waw.pl

Bezwiedni aktorzy - strona 25
paryskiego tak trudne do sklasyfikowania, wnosiły tam przepych swoich toalet. Iskrzył się tam dowcip, tam bowiem można było powiedzieć wszystko i mówiło się wszystko. Karabina, rywalka niemniej sławnej Malagi, stała się spadkobierczynią salonu Floryny, która została panią Natanową; Tulii, która została panią du Bruel; pani Schontz, która została prezydentową du Ronceret. Wchodząc Gazonal powiedział tylko jedno słowo, ale było ono zarazem prawdziwe i prawomyślne: „To wspanialsze niż Tuilerie ...“ Atłas, aksamit, brokaty, złoto, natłoczone dzieła sztuki pochłonęły tak zupełnie oczy parafianina, że nie zauważył Jenny Cadine. Aktorka, w imponującej toalecie, ukryta za Karabiną, śledziła wejście procesowicza.
— Moje drogie dziecko — mówił Leon do Karabiny — oto mój kuzyn, fabrykant, który mi spadł z Pirenejów dziś rano. Nie znał nic i nikogo w Paryżu, potrzeba mu Massola w sprawie jego procesu w radzie stanu; pozwoliliśmy sobie tedy przyprowadzić pana Gazonala na kolację, prosząc cię, abyś go nie pozbawiła całej przytomności umysłu...
— Najchętniej, wino jest drogie — rzekła Karabina, która przyjrzała się Gazonalowi i nie spostrzegła w nim nic nadzwyczajnego.
Gazonal, oszołomiony toaletami, światłem, złotem oraz zgiełkiem, miał uczucie, że wszyscy zajmują się jego osobą. Zdołał wybąkać tylko te słowa: — Pani jest... pani jest... bardzo łaskawa.
— Co pan fabrykuje?... — spytała pani domu z uśmiechem.
— Koronki, ofiaruj jej!... — szepnął Bixiou do ucha Gazonala.
— Koro... koro ... ko ...
— Pan jest dentystą!... Słyszysz, Cadine? dentysta, wpadłaś, moje dziecko!
— Koronki... — powtórzył Gazonal zrozumiawszy, że trzeba zapłacić za kolację. Będzie dla mnie wielką przyjemnością ofiarować pani suknię... mantylkę ... kołnierz ... z mojej fabryki.
— A...aż trzy rzeczy? Doprawdy, jest pan sympatyczniejszy, niż pan na pierwszy rzut oka wygląda — odparła Karabina.
— Paryż mnie chwycił — powiedział sobie Gazonal, spostrzegając Jenny i idąc się z nią przywitać.
— A co ja dostanę? — spytała aktorka.
— Ależ ... wszystko, co posiadam — odparł Gazonal myśląc, że wszystko ofiarować znaczy nic nie dać.
Weszli Massol, Klaudiusz Vignon, du Tillet, Maksym de Trailles, Nucingen, du Bruel, Malaga, oboje państwo Gaillard, Vauvinet i wiele innych osób.
Po gruntownej rozmowie z fabrykantem w kwestii procesu, Massol, nic nie przyrzekając, powiedział, że raport dopiero jest w robocie i że obywatele mogą polegać na wiedzy i niezawisłości rady stanu. Po tej godnej i chłodnej odpowiedzi, Gazonal, zrozpaczony, osądził, że trzeba uwieść uroczą Jenny Cadine, w której był śmiertelnie zakochany. Leon de Lora i Bixiou zostawili swoją ofiarę w rękach najbardziej psotnej kobiety tego dziwnego towarzystwa, bo Jenny Cadine jest jedyną rywalką słynnej Dejazet. Przy stole, gdzie Gazonal z podziwem oglądał dzieła Froment Maurice, nowoczesnego Benvenuta Cellini (a to, co na nich podawano, było godne zastawy), dwaj kawalarze umyślnie usadowili się z dala, ale śledzili spod oka postępy sprytnej aktorki. Jenny, uwiedziona chytrze zaszczepioną nadzieją nowego umeblowania, zamierzała zabrać Gazonala do siebie. Otóż nigdy baranek Wielkanocny nie daje się posłuszniej wieść św. Janowi, niż Gazonal dał się uprowadzić tej syrenie.
W trzy dni później Leon i Bixiou, którzy od tego dnia stracili z oczu Gazonala, zaszli po niego do hotelu około drugiej po południu.
— I cóż, kuzynie, twój proces rozstrzygnięty, wygrałeś sprawę.
— Niestety, kuzynie, to zbyteczne — rzekł Gazonal podnosząc na przyjaciół nelancholiczne oczy. — Zostałem republikaninem ...
Quesaco? — rzekł Leon.
— Nie mam już nic, nawet na to, aby zapłacić mego adwokata — odparł Gazonal. — Panna Jenny Cadine ma ode mnie weksli na więcej, niż w ogóle posiadam...
— To fakt, że Cadine jest nieco droga, ale...
— Och, użyłem za swoje pieniądze — odparł Gazonal.— Ha! Co za kobieta!... Dalibóg, prowincja nie może walczyć z Paryżem, wstępuję do trapistów.
— Brawo! — rzekł Bixiou — widzę, żeś pan zmądrzał.Uznajesz majestat stolicy?
— I kapitału! — wykrzyknął Leon podając Gazonalowi jego weksle.
Gazonal spoglądał na papiery z ogłupiałą miną.
— Nie powiesz, że nie znamy się na gościnności. Oświeciliśmy pana, ocalili z nędzy, uraczyli i ... zabawili — rzekł Bixiou.
— I to gratis — dodał Leon czyniąc gest uliczników, kiedy chcą wyrazić akt ściągania.