Bezwiedni aktorzy - strona 4
— Paryż — rzekł pejzażysta do krewniaka — to instrument, na którym trzeba umieć grać. Jeżeli zostaniemy tu dziesięć minut, dam ci lekcję. O, patrz — rzekł podnosząc laskę i wskazując parę wychodzącą z pasażu opery.
— Cóż to takiego? — spytał Gazonal.
„To" była stara kobieta w kapeluszu, który pół roku przeleżał na wystawie, w bardzo pretensjonalnej sukni, w wypełzłym tartanowym szalu, z twarzą wymizerowaną dwadzieścia lat w wilgotnej norze. Mocno wzdęty koszyk zdradzał dość wymownie byłą odźwierną. Obok niej szła drobna i szczupła młoda dziewczyna. Oczy jej, okolone czarnymi rzęsami, dalekie były od niewinności, cera była bardzo zmęczona, ale ładnie zarysowana twarzyczka była świeża, włosy musiały być obfite, czoło ładne i śmiałe, biust szczupły, słowem zielony owoc.
— To — rzekł Bixiou — to szczur w towarzystwie swojej matki.
— Scur? Co to takiego?
— Ten szczur — rzekł Leon kiwając przyjaźnie głową pannie Ninecie — może ci przynieść wygraną procesu.
Gazonal skoczył, ale Bixiou trzymał go za ramię od chwili, gdy wyszli z kawiarni, uważał bowiem, iż kolor jego twarzy zanadto wpada w patowy.
— Ten szczur, który wychodzi z próby w operze, śpieszy do domu na chudy obiadek i wróci sta trzy godziny się ubierać, jeżeli dziś wieczór występuje w balecie, bo to dziś poniedziałek. Ten szczur ma trzynaście lat, to już stary szczur! Za dwa lata stworzenie to będzie warte na rynku sześćdziesiąt tysięcy franków, będzie wszystkim albo niczym, wielką tancerką albo ścierką, sławnym nazwiskiem albo pospolitą dziewką. Pracuje od ósmego roku życia. Jak ją widzisz, wyczerpana jest od zmęczenia, zmordowała się całe rano na kursie tańca, właśnie wychodzi z próby, gdzie ewolucje są trudne jak chińska łamigłówka, i wróci wieczorem. Szczur jest integralną częścią opery: Jest w stosunku do primabaleriny tym, czym czwarty dependent w stosunku do rejenta. Szczur to nadzieja.
— Kto płodzi scury? — spytał Gazonal.
— Odźwierni, biedacy, aktorzy, tancerze — odpowiedział Bixiou. — Jedynie najgłębsza nędza może podsunąć ośmioletniemu dziecku myśl, aby wydać swoje nogi i stawy na najokrutniejsze męczarnie, aby zostać cnotliwą do szesnastu lub osiemnastu lat jedynie przez wyrachowanie i aby wlec za sobą ohydną wiedźmę, która jest jak nawóz dokoła pięknego kwiatu. Ujrzysz defilujących, jednego po drugim, wszystkich ludzi talentu, wielkich i małych, artystów jeszcze na pniu albo już zżętych, którzy co dzień wznoszą na chwałę Francji ten pomnik nazwany operą, skupienie sił, woli, geniuszu istniejące jedynie w Paryżu . ..
— Widziałem już operę — rzekł Gazonal z lekceważącą miną.
— Z miejsca za trzy franki sześćdziesiąt centymów — odparł pejzażysta — tak jak oglądałeś Paryż na ulicy Croix-des-Petits-Champs... nic o nim nie wiedząc... Co dawano w operze, kiedy tam byłeś?
— Wilhelma Tella.
— Brawo — rzekł pejzażysta — wielki duet Matyldy musiał ci się podobać. No i cóż, jak sobie wyobrażasz, co robiła śpiewaczka, kiedy zeszła ze sceny?
— Co robiła?...
— Zasiadła do paru tęgich zrazów krwawiącej baraniny, które służący trzymał dla niej gotowe ...
— Niechże ją drzwi ścisną!
— Malibran krzepiła się wódką i to ją zabiło... Inna rzecz! Widziałeś balet, zobaczysz go tutaj w skromnym porannym stroju, nie wiedząc, że twój proces zależy od którychś z tych nóżek ...
— Mój proces?
— Patrz, kuzynie, oto, co nazywają „koryfejką“.
Leon pokazał mu wspaniałą istotę, z tych, które w dwudziestym piątym roku przeżyły sześćdziesiąt, o piękności tak niewątpliwej i tak pewnej odbytu, że nie silą się jej pokazywać. Była wysoka, szła zręcznie ze spokojnym spojrzeniem dandysa, a toaleta jej zalecała się rujnującą kosztownością.
— To Karabina — rzekł Bixiou, który zarówno jak Leon skinął jej lekko głową, na co Karabina odpowiedziała uśmiechem.
— Też osóbka, która może wysadzić twojego prefekta.
— Koryfejka?Co to takiego?
— Koryfejka, to jest szczur rzadkiej urody, którego matka jej, prawdziwa lub fałszywa, sprzedała w dniu, w którym nie mogła zostać ani pierwszą, ani drugą, ani trzecią baleriną.Taka osóbka przełożyła zawód koryfejki nad wszelki inny, dla tej ważnej racji, iż po tym, jak spędziła młodość, nie mogła obrać innego. Nie przyjęto jej w małych teatrzykach, gdzie trzeba tancerek, nie powiodło się jej w trzech miastach francuskich, gdzie daje się balet, nie miała pieniędzy albo ochoty na jazdą za granicę, bo trzeba ci wiedzieć, że wielka szkoła tańca w Paryżu dostarcza na cały świat tancerzy i tancerek.Toteż aby szczur został kort-
— Cóż to takiego? — spytał Gazonal.
„To" była stara kobieta w kapeluszu, który pół roku przeleżał na wystawie, w bardzo pretensjonalnej sukni, w wypełzłym tartanowym szalu, z twarzą wymizerowaną dwadzieścia lat w wilgotnej norze. Mocno wzdęty koszyk zdradzał dość wymownie byłą odźwierną. Obok niej szła drobna i szczupła młoda dziewczyna. Oczy jej, okolone czarnymi rzęsami, dalekie były od niewinności, cera była bardzo zmęczona, ale ładnie zarysowana twarzyczka była świeża, włosy musiały być obfite, czoło ładne i śmiałe, biust szczupły, słowem zielony owoc.
— To — rzekł Bixiou — to szczur w towarzystwie swojej matki.
— Scur? Co to takiego?
— Ten szczur — rzekł Leon kiwając przyjaźnie głową pannie Ninecie — może ci przynieść wygraną procesu.
Gazonal skoczył, ale Bixiou trzymał go za ramię od chwili, gdy wyszli z kawiarni, uważał bowiem, iż kolor jego twarzy zanadto wpada w patowy.
— Ten szczur, który wychodzi z próby w operze, śpieszy do domu na chudy obiadek i wróci sta trzy godziny się ubierać, jeżeli dziś wieczór występuje w balecie, bo to dziś poniedziałek. Ten szczur ma trzynaście lat, to już stary szczur! Za dwa lata stworzenie to będzie warte na rynku sześćdziesiąt tysięcy franków, będzie wszystkim albo niczym, wielką tancerką albo ścierką, sławnym nazwiskiem albo pospolitą dziewką. Pracuje od ósmego roku życia. Jak ją widzisz, wyczerpana jest od zmęczenia, zmordowała się całe rano na kursie tańca, właśnie wychodzi z próby, gdzie ewolucje są trudne jak chińska łamigłówka, i wróci wieczorem. Szczur jest integralną częścią opery: Jest w stosunku do primabaleriny tym, czym czwarty dependent w stosunku do rejenta. Szczur to nadzieja.
— Kto płodzi scury? — spytał Gazonal.
— Odźwierni, biedacy, aktorzy, tancerze — odpowiedział Bixiou. — Jedynie najgłębsza nędza może podsunąć ośmioletniemu dziecku myśl, aby wydać swoje nogi i stawy na najokrutniejsze męczarnie, aby zostać cnotliwą do szesnastu lub osiemnastu lat jedynie przez wyrachowanie i aby wlec za sobą ohydną wiedźmę, która jest jak nawóz dokoła pięknego kwiatu. Ujrzysz defilujących, jednego po drugim, wszystkich ludzi talentu, wielkich i małych, artystów jeszcze na pniu albo już zżętych, którzy co dzień wznoszą na chwałę Francji ten pomnik nazwany operą, skupienie sił, woli, geniuszu istniejące jedynie w Paryżu . ..
— Widziałem już operę — rzekł Gazonal z lekceważącą miną.
— Z miejsca za trzy franki sześćdziesiąt centymów — odparł pejzażysta — tak jak oglądałeś Paryż na ulicy Croix-des-Petits-Champs... nic o nim nie wiedząc... Co dawano w operze, kiedy tam byłeś?
— Wilhelma Tella.
— Brawo — rzekł pejzażysta — wielki duet Matyldy musiał ci się podobać. No i cóż, jak sobie wyobrażasz, co robiła śpiewaczka, kiedy zeszła ze sceny?
— Co robiła?...
— Zasiadła do paru tęgich zrazów krwawiącej baraniny, które służący trzymał dla niej gotowe ...
— Niechże ją drzwi ścisną!
— Malibran krzepiła się wódką i to ją zabiło... Inna rzecz! Widziałeś balet, zobaczysz go tutaj w skromnym porannym stroju, nie wiedząc, że twój proces zależy od którychś z tych nóżek ...
— Mój proces?
— Patrz, kuzynie, oto, co nazywają „koryfejką“.
Leon pokazał mu wspaniałą istotę, z tych, które w dwudziestym piątym roku przeżyły sześćdziesiąt, o piękności tak niewątpliwej i tak pewnej odbytu, że nie silą się jej pokazywać. Była wysoka, szła zręcznie ze spokojnym spojrzeniem dandysa, a toaleta jej zalecała się rujnującą kosztownością.
— To Karabina — rzekł Bixiou, który zarówno jak Leon skinął jej lekko głową, na co Karabina odpowiedziała uśmiechem.
— Też osóbka, która może wysadzić twojego prefekta.
— Koryfejka?Co to takiego?
— Koryfejka, to jest szczur rzadkiej urody, którego matka jej, prawdziwa lub fałszywa, sprzedała w dniu, w którym nie mogła zostać ani pierwszą, ani drugą, ani trzecią baleriną.Taka osóbka przełożyła zawód koryfejki nad wszelki inny, dla tej ważnej racji, iż po tym, jak spędziła młodość, nie mogła obrać innego. Nie przyjęto jej w małych teatrzykach, gdzie trzeba tancerek, nie powiodło się jej w trzech miastach francuskich, gdzie daje się balet, nie miała pieniędzy albo ochoty na jazdą za granicę, bo trzeba ci wiedzieć, że wielka szkoła tańca w Paryżu dostarcza na cały świat tancerzy i tancerek.Toteż aby szczur został kort-


