www.animal.waw.pl

Bezwiedni aktorzy - strona 8
bie tyle trudu dla księcia, ale pan jesteś artystą! I pan mnie rozumie, drogi panie.
— Oto jeden z naszych największych wynalazców, człowiek, który byłby wielki jak Jacquart, gdyby zechciał umrzeć troszkę — rzekł Bixiou, przedstawiając Gazonala. — Przyjaciel nasz, fabrykant sukna, wynalazł sposób wyciągania indyga ze starych niebieskich ubrań. Chciał pana ujrzeć jako wielki fenomen, jako człowieka, który rzekł: „Kapelusz to człowiek". Te słowa oczarowały naszego przyjaciela. Ach, Vital, pan masz wiarę, pan wierzysz w coś, pan żyjesz swoim dziełem.
Vital ledwie słuchał, pobladł z przyjemności.
— Wstawaj, żono! ten pan, to książę nauki. Na to wezwanie pani Vital wstała. Gazonal
ukłonił się.
— Czy będę miał zaszczyt przystroić pańską głowę? — spytał Vital z radosną usłużnością.
— Ta sama cena co dla mnie — rzekł Bixiou.
— Rozumie się! Za całe honorarium żądam jedynie tej przyjemności, aby być czasem cytowany przez panów! Panu trzeba kapelusza malowniczego, a la pan Lousteau — rzekł spoglądając na Gazonala z doktorską miną. — Pomyślę.
— Pan sobie zadaje wiele trudu — rzekł Gazonal do paryskiego przemysłowca.
— Och, tylko dla kilku osób, dla tych, co umieją ocenić moje względy. Ot, wie pan, w arystokracji jeden jedyny człowiek zrozumiał kapelusz: książę de Bethune. Jakim cudem mężczyźni nie pojmują, tak jak pojmują to kobiety, że kapelusz to pierwsza rzecz, która uderza oko, i nie pomyślą o tym, aby zmienić obecny system, który jest — powiedzmy to — ohydny. Ale wśród wszystkich narodów Francuz jest osobnikiem, który najuparciej tkwi w głupstwie. Ja znam dobrze wszystkie trudności, panowie. Nie mówię o moich pismach w tej materii, którą, jak sądzę, ująłem jak filozof. Mówię wyłącznie jako kapelusznik. Ja jeden umiałem dać charakter haniebnemu nakryciu głowy, którego używa Francja, aż do chwili, w której uda mi się je obalić.
Wskazał okropny dzisiejszy kapelusz.
— Oto wróg, panowie — rzekł. — „I pomyśleć, że najinteligentniejszy naród na ziemi godził  się z tym, aby nosić na głowie tę rurę!“ powiedział jeden z naszych pisarzy. Oto falistości, jakie zdołałem nadać tym ohydnym liniom — rzekł wskazując jedną ze swoich kreacji. —
Umiem je, jak pan widzi, dostroić do typu każdego osobnika. Oto kapelusz lekarza, kupca, dandysa, artysty, tłuściocha, chudego. Mimo to, to zawsze ohyda! Czy pan dobrze chwyta moją myśl?
Ujął kapelusz niski o szerokich brzegach.
— Oto stary kapelusz Klaudiusza Vignon, wielkiego krytyka, człowieka wolnego i birbanta... Pojednał się z rządem, mianują go profesorem, bibliotekarzem, pisuje już tylko w Debetach, zostaje referendarzem, ma szesnaście tysięcy franków pensji,zarabia cztery tysiące w dzienniku, ma legię ... Oto jego nowy kapelusz.
Vital pokazał kapelusz o kroju i rysunku istotnie
juste-milieu.
— Powinien mu pan był zrobić kapelusz pajaca! — wykrzyknął Gazonal.
— Pan jest geniuszem pierwszej klasy, panie Vital — rzekł Leon.
Vital skłonił się.
— Czy mógłby mi pan powiedzieć, czemu pańskie sklepy są otwarte najpóźniej ze wszystkich, dłużej nawet niż kawiarnie i winiarnie? Doprawdy, to mnie intryguje — rzekł Gazonal.
— Po pierwsze, nasze magazyny efektowniejsze są przy świetle niż za dnia. A potem, na dziesięć kapeluszy, które sprzedaje się w dzień, sprzedaje się pięćdziesiąt wieczorem.
— Wszystko w Paryżu jest dziwne — rzekł Leon.
— Otóż mimo moich wysiłków i sukcesów — podjął Vital wracając do swej oracji — trzeba dojść do kapelusza z okrągłą główką. Do tego dążę!
— A jaka jest przeszkoda? — spytał Gazonal.
— Taniość, drogi panie! Wyrabia się piękne kapelusze jedwabne po piętnaście franków. To zabija nasz handel, bo w Paryżu nikt nie ma piętnastu franków na nowy kapelusz. Kapelusz kastorowy kosztuje trzydzieści franków: wciąż to samo zagadnienie. Mówię kastorowy, ale w istocie nie sprzedaje się we Francji ani dziesięciu funtów kastorowej sierści. Artykuł ten kosztuje trzysta pięćdziesiąt franków funt; trzeba jedną uncję na kapelusz, zresztą kapelusz kastorowy jest do niczego. Ta sierść źle się farbuje, rudzieje w kwadrans na słońcu; na gorącu kapelusz się gurbi. To, co nazywamy kastorem, to po prostu sierść zajęcza. Najlepsze robi się z grzbietu, poślednie z boków, najlichsze z brzucha. Zdradzam panom tajemnice rzemiosła, bo panowie jesteście ludzie honoru. Ale czy mamy na głowie zająca czy jedwab, piętnaście czy trzydzieści franków, problem jest wciąż nie do rozwiązania. Zawsze trzeba zapłacić za kapelusz, oto dlaczego kapelusz zostaje tym, czym jest. Honor bławatnej Francji będzie ocalony w dniu, w którym szary kapelusz z okrągłą główką będzie kosztował sto franków! Będziemy mogli wówczas, jak krawcy, udzielać kredytu. Aby dojść do tego rezultatu, trzeba by się zdecydować na noszenie klamry i złotej wstążki, piór, jedwabnego podbicia, jak za Ludwika XIII i XIV. Wówczas nasz prze-