www.animal.waw.pl

Biała cisza - strona 10
kręgu, zaczęły lizać rany i wyciem rozpowiadać gwiazdom o swojej niedoli.
Zbuntowane zaprzęgi pożarły cały zapas suszonego łososia i zostawiły ledwie pięć funtów mąki, które wystarczyć miały ludziom na dwieście mil wędrówki przez pustkowia. Ruth wróciła do męza, a Malemute Kid poćwiartował gorące jeszcze ścierwo psa, któremu siekiera rozłupała czaszkę. Troskliwie spakował wszystkie kawałki mięsa, a psom dał tylko skórę i trzewia niedawnego towarzysza.
O świcie wybuchło nowe zamieszanie. Zgłodniałe bestie poczęły napastować się wzajemnie. Carmen, która uparcie trzymała się wątłej nitki życia, padła ofiarą rozjuszonej sfory. Daremnie bat świstał i zadawał razy. Psy wiły się i skowytały z bólu pod rzemieniem, lecz nie umykały, póki nie zniknął ostatni nędzny ochłap — kości, skóra, sierść, wszystko.
Malemute Kid zabrał się do roboty słuchając Masona, który wrócił znowu do Tennessee i przemawiał mętnie lub krzyczał coś z zapałem do swoich bliskich z dawno minionych dni.
Wykorzystując pobliskie drzewa Malemute Kid pracował szybko, Ruth patrzyła, jak przygotowuje kryjówkę, jakiej myśliwi używają czasami, by zabezpieczyć mięso przeciw psom i rosomakom. Jedną po drugiej przygiął dwie młode sosny, a kiedy spotkały się wierzchołkami i prawie sięgały ziemi, związał je mocno rzemieniem z łosiowej skóry. Później batogiem zmusił psy do uległości i zaprzągł do dwojga sanek, na które załadował wszystko z wyjątkiem futer okrywających Masona. Te owinął mocno i owiązał dokoła rannego, a oba końce sznura przytwierdził do sosen. Teraz jednym cięciem myśliwskiego noża mógł zwolnić przygięte drzewa i posłać ciało w górę, między korony sosen.
Ruth wysłuchała ostatniej woli męża i nie protestowała. Dokładnie wyuczyła się lekcji posłuszeństwa. Od dziecka chyliła czoło przed panami stworzenia, podobnie jak inne niewiasty, opór uważałaby więc za wybryk przeciwny naturalnemu porządkowi rzeczy. Kid pozwolił jej na wybuch rozpaczy, kiedy po raz ostatni całowała męża (był to obyczaj nie znany jej ziomkom), następnie zaś powiódł Indiankę do pierwszych sanek i pomógł jej przypiąć rakiety śnieżne. Instynktownie, na oślep ujęła żerdkę sterową i bat, aby poganiać psy na żmudnym szlaku. Mężczyzna wrócił do Masona, który tymczasem zapadł w kompletną drętwotę. Ruth dawno już zniknęła z pola widzenia, a on wciąż siedział skulony przy ogniu i czekał, i modlił się, i nie tracił nadziei, że druh zdąży umrzeć własną śmiercią.
Nieswojo człowiekowi w Białej Ciszy sam na sam z posępnymi