Biała gołąbka : (Księżniczka Czerska) : powieść historyczna dla młodzieży - strona 7
Promyczek otoczył swem złotem ramieniem skarżącego się; myślał, że ciepło niszczy głód, lecz omylił się... Chłopiec westchnął znowu.
— Słonko tak jasno świeci, ptaszęta takie wesołe, a my ludzie tacy biedni — szepnął. W tej chwili zbudziła się dziewczynka, zgasłe źrenice podniosła na niego.
— Jeść — szepnęła.
On wziął ją na ręce, pocałował.
— Co ja ci dam jeść, kiedy sam nic nie mam. Chyba wykroję kawałek mięsa własnego i do ust ci podam.
Złoty promyczek pobladł, słysząc te słowa, i uciekł z lepianki, skrył się za biały obłoczek, co właśnie płynął po niebie; nie chciał, by dzieci widziały, iż zapłakał nad ich dolą.
W izbie mroczno się zrobiło.
— Jeść — powtórzyła dziewczynka i zapłakała tak żałośnie, iż promyczek słońca zadrżał i pobiegł do słońca.
— Królu, panie mój, dwoje dzieci skarży się na głód w tej lepiance, która tam stoi na ziemi pod lasem. Czyż nic nie uczynisz dla nich? — zawołał.
— Słonko tak jasno świeci, ptaszęta takie wesołe, a my ludzie tacy biedni — szepnął. W tej chwili zbudziła się dziewczynka, zgasłe źrenice podniosła na niego.
— Jeść — szepnęła.
On wziął ją na ręce, pocałował.
— Co ja ci dam jeść, kiedy sam nic nie mam. Chyba wykroję kawałek mięsa własnego i do ust ci podam.
Złoty promyczek pobladł, słysząc te słowa, i uciekł z lepianki, skrył się za biały obłoczek, co właśnie płynął po niebie; nie chciał, by dzieci widziały, iż zapłakał nad ich dolą.
W izbie mroczno się zrobiło.
— Jeść — powtórzyła dziewczynka i zapłakała tak żałośnie, iż promyczek słońca zadrżał i pobiegł do słońca.
— Królu, panie mój, dwoje dzieci skarży się na głód w tej lepiance, która tam stoi na ziemi pod lasem. Czyż nic nie uczynisz dla nich? — zawołał.


