Biała gołąbka : (Księżniczka Czerska) : powieść historyczna dla młodzieży - strona 71
modlił się gorąco, aby straszna ta klęska nie wkroczyła do jego wioski. Lecz Bóg go nie wysłuchał: pewnej nocy zawyły psy we wsi, a nazajutrz rano niewiasty z płaczem opowiadały, iż widziały zarazę, przelatującą nad ulicą wsi... I poczęły umierać niemowlęta, młodzi i starzy. Nie było dnia, aby zaraza nie porwała dziatwie matki, nieletnim synom ojców, starcom zgrzybiałym córki, co była ich pociechą, i smutek rozsiadł się we wszystkich sercach i gryzł wszystkie dusze, wesołość uciekła z wioski.
Martwił się Luboń, martwiła się wnuczka jego; wprawdzie zaraza omijała ich chatę, lecz żal im było sąsiadów... Pewnego ranka, zwlekłszy się z łoża. Luboń rzekł do wnuczki:
— Dziwny sen miałem, dziewczyno. Spróbuj go wyjaśnić... Może Bóg przemawiał do mnie... cóż, kiedy go nie rozumiem.
— Mówcie — odparła dzieweczka.
— Śniłem, że zaraza weszła do naszej chaty i rzekła do mnie: "Modlisz się codzień do Boga, żeby mnie wygnał z twej wsi; pójdę dobrowolnie za lasy i góry, jeno żądam ofiary. Niech ktokolwiek z twego sioła: ty, lub sąsiad twój, lub inny jeszcze, odda mi w ofie-
Martwił się Luboń, martwiła się wnuczka jego; wprawdzie zaraza omijała ich chatę, lecz żal im było sąsiadów... Pewnego ranka, zwlekłszy się z łoża. Luboń rzekł do wnuczki:
— Dziwny sen miałem, dziewczyno. Spróbuj go wyjaśnić... Może Bóg przemawiał do mnie... cóż, kiedy go nie rozumiem.
— Mówcie — odparła dzieweczka.
— Śniłem, że zaraza weszła do naszej chaty i rzekła do mnie: "Modlisz się codzień do Boga, żeby mnie wygnał z twej wsi; pójdę dobrowolnie za lasy i góry, jeno żądam ofiary. Niech ktokolwiek z twego sioła: ty, lub sąsiad twój, lub inny jeszcze, odda mi w ofie-


